Do domowego spotkania z Sokołem sułkowiczanie przystąpili z pozyskanymi zimą Adrianem Kryjakiem (wznowił treningi) oraz pozyskanym z Wikliniarza Woźniki Konradem Adamczykiem, który tym samym dołączył do występującego już w sułkowickim zespole brata. W pierwszych 45 minutach na boisku działo się jednak niewiele. Nieco lepiej optycznie prezentowali się gospodarze, ale okazji bramkowych, a tym bardziej groźnych praktycznie sobie nie stworzyli.
Po zmianie stron mecz wreszcie nabrał rumieńców. – Pierwszy kwadrans po przerwie w naszym wykonaniu był naprawdę bardzo dobry. Szkoda, że nie zdobyliśmy w nim bramki, bo z gry byłem bardzo zadowolony – mówi Kamil Łysoń.
Co nie udało się na początku drugiej połowy, powiodło się niedługo później. W 65 min. Piotr Sordyl posłał znakomitą piłkę za linię obrońców, a tam dopadł do niej Tomasz Łysoń i wyprowadził Znicz na prowadzenie. Tyle tylko, że gospodarze, zamiast pójść za ciosem, niepotrzebnie cofnęli się i zostali za to skarceni w 89 min. Po kolejnym długim wrzucie z autu, przedłużona piłka trafiła do Tomasza Glanowskiego, który w sytuacji sam na sam pokonał Andrzeja Baranowskiego.
Znicz nie musiał tego meczu zremisować. W doliczonym czasie gry miał bowiem dwie okazje do przechylenia szali zwycięstwa na swoją korzyść. Jednak Włodzimierz Kierczak źle przyjął piłkę i w efekcie zamiast stanąć oko w oko z bramkarzem, wyrzucił się poza światło bramki i został otoczony przez obrońców. Po rzucie rożnym z ostrego kąta głową strzelał Mateusz Ogiegło, lecz piłka minęła cel.
Znicz Sułkowice-Bolęcina – Sokół Frydrychowice 1:1 (0:0)
Woc fot. Wojciech Ciomborowski







