Przejdź do treści
Reklama
Reklama

Zamiast spacerku horror, ale z happy endem

Sport, 01 listopada 2025 20:58

W piątkowym spotkaniu 17. kolejki IV ligi liderujący Beskid Andrychów zmierzył się z zamykającym tabelę MKS Trzebinia. Wydawało się zatem, że podopiecznych Tomasza Moskały czeka spacerek. Tymczasem mecz okazał się dla nich horrorem, ale ze szczęśliwym dla nich zakończeniem.

W tym sezonie ekipa MKS Trzebinia jeszcze nie wygrała. Już ten fakt sprawiał, że to andrychowianie byli murowanymi faworytami konfrontacji. Gdy zatem już w 2. minucie Dawid Nagi przymierzył z 18 metrów prosto w okienko bramki gospodarzy, wydawało się, że piątkowy wieczór będzie dla gości półtoragodzinnym spotkaniem „do odbębnienia”. Gospodarze jednak postanowili zorganizować przyjezdnym piłkarskie Halloween – i to w najlepszym wydaniu. Nie patrzyli w tabelę ani na swoje miejsce w niej. Po prostu zaczęli straszyć. Za pierwszym razem jeszcze na żarty, ale w 5. minucie Oskar Chechelski już na poważnie przyłożył się do strzału i miejscowi odrobili straty.

Spokój w szeregach gości starał się przywrócić Szymon Wróblewski, lecz trzy jego próby nie przyniosły zmiany rezultatu. W odpowiedzi trzebinianie zrobili andrychowianom piekło na ziemi. Choć trafniejsze będzie stwierdzenie, że to piłkarze Beskidu sami zgotowali sobie ten los. Dwa błędy, jakie liderowi nie powinny się przydarzyć, skwapliwie wykorzystali Franciszek Piątek (w 17. minucie) i trzy minuty później ponownie Oskar Chechelski! A jakby tego było mało, tylko pojawienie się Dawida Hałata na linii strzału uchroniło przyjezdnych od straty kolejnego gola.

Dopiero ostatnie dziesięć minut pierwszej połowy było w wykonaniu andrychowian godne pochwały. Najpierw głową uderzał Adrian Surówka – zbyt lekko, Artur Mizera (także głową) trafił w słupek, a dwukrotnie próbował też Daniel Budka (raz został zablokowany, raz spudłował po strzale głową). Upór został nagrodzony w 45. minucie – z rzutu rożnego dośrodkował Patryk Koim, a Artur Mizera wpakował piłkę do siatki!

Po mocnym zakończeniu pierwszej odsłony spotkania andrychowianie dobrze weszli również w drugą część meczu. Norbert Klimczyński mocno wstrzelił piłkę wzdłuż bramki, a wprowadzony w przerwie za Daniela Budkę Patryk Matysek wykorzystał błąd defensora i huknął pod poprzeczkę.

Goście chcieli iść za ciosem i szukali czwartego gola. Rywale jednak dwukrotnie zablokowali uderzenia Dawida Nagiego oraz strzał Bartłomieja Ostafina (który zmienił w przerwie Szymona Wróblewskiego). Niepowodzeniem zakończyły się także próby Nagiego z pierwszej piłki oraz Ostafina zza pola karnego (oba niecelne), podobnie jak strzał Surówki, który również nie trafił w światło bramki.

Beskid miał przewagę, ale czas uciekał… Wreszcie w 87. minucie w polu karnym sfaulowany został Bartłomiej Ostafin. Wydawało się, że to jest ten moment. Piłkę na 11. metrze ustawił Dawid Nagi. W niedawnym spotkaniu Pucharu Polski się nie pomylił. Tym razem uderzył mocno, ale ponad bramką! To już czwarty, a być może nawet piąty rzut karny zmarnowany w tym sezonie przez Beskid!

Można było załamać ręce. Ale piłkarze spod Pańskiej Góry nie zwątpili. Minutę po zmarnowanym rzucie karnym dopięli swego – bohaterem został Adrian Surówka.

MKS Trzebinia – Beskid Andrychów 3:4 (3:2)

woc

Podziel się

Audycje / Posłuchaj więcej podcastów

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Przejdź do treści