Przejdź do treści

To życie napisało tę książkę… wywiad z Jadwigą Janus

Informacje, 12 października 2022 09:36

15 października ukaże się książka zatytułowana „Lola. Dziewczyna z Andrychowa. Kobieta z Hajfy”. Termin premiery nie jest przypadkowy. Jej bohaterka, Lola Rauchberger Bader, urodziła się właśnie w październiku, 109 lat temu.

Za sprawą jej wspomnień wracamy do przedwojennego Andrychowa. W sierpniu ‘39 roku towarzyszymy jej w ucieczce, a potem w walce o życie, które toczyła każdego dnia wojny. W styczniu ‘45 roku, razem z nią wracamy do Andrychowa i razem z nią wkrótce go opuszczamy. Jednocześnie próbujemy zrozumieć, dlaczego w mieście tak przez nią kochanym, tak trudno było jej dalej żyć.

Powstaniu każdej publikacji towarzyszy jakaś przyczyna. Co takiego się zdarzyło, że postanowiłaś napisać tę książkę, z którą Czytelnicy będą mogli się zapoznać lada dzień?

Ta książka narodziła się dzięki zbiegom okoliczności, dzięki wielu spotkaniom i dzięki babskiej ciekawości. W 2015 roku zaczęłam gromadzić materiały do publikacji p.t. „Andrychów. Sceny z życia miasta”, odkrywając uprzednio zupełnie nieznany mi aspekt wielokulturowości Andrychowa. Przy tej okazji poznawałam z imienia, nazwiska, adresu, zasług i przymiotów charakteru andrychowian żydowskiego pochodzenia. Ewelina Prus – Bizoń, która często mnie wspiera konkretami, podrzuciła mi wspomnienie Loli Rauchberger – Bader napisane z Izraela na prośbę pana Franciszka Kudasa. Lola opowiedziała mu swoją wojenną historię. Choć to była bardzo skrótowa wersja i tak wydała mi się nieprawdopodobną, bo Lola uciekła stąd z trzymiesięcznym dzieckiem na rękach. Chciałam skontaktować się z tym „dzieckiem”, które dobiegało wtedy 80-tki i mieszkało w Izraelu, żeby zapytać o zgodę na publikację tamtych materiałów, ale nie miałam do niego namiarów. Zwierzyłam się z kłopotu synowi. I wkrótce potem zadzwonił telefon. To był Szymon, syn Loli.

Od tego telefonu… wszystko się zaczęło?

Dokładnie. Potem kontaktowaliśmy się przez Skypa. Przez Skypa poznałam Judith, żonę Szymona i przez skypa wypiliśmy brudzia. Pewnego dnia Szymon zaproponował, żebym przyjechała do Hajfy. Pojechałam. Nie Hajfa była celem wyjazdu, ale osoba Loli, jego zmarłej matki.

Czym cię zaciekawiła?

Przede wszystkim była andrychowianką, obdarzającą miasto dzieciństwa i młodości niekłamaną miłością. Przez te „skypowe” kontakty sprowokowałam Szymona do odszukania pamiątek po mamie, które gdzieś sobie spokojnie spoczywały przez całe lata. Były wśród nich wspomnienia zapisane po polsku i kilka godzin nagrań na taśmie magnetofonowej, to już po hebrajsku. Siadywaliśmy popołudniami przy stole i do późnych godzin nocnych czytaliśmy, także słuchaliśmy opowieści Loli…

Szymon tłumaczył ci te nagrania?

Tak. Ponieważ wyjechał z Polski jako dziesięcioletnie dziecko i na co dzień nie posługuje się jęz. polskim, symultaniczne tłumaczenie wiązało się dla niego z wysiłkiem. Nie tylko sprawy techniczne mam na myśli. Trudno mu było wydobyć słowa, które grzęzły w gardle. To było dla nas obojgu przeżycie wyczerpujące emocjonalnie. Wyobraź sobie coś takiego: syn słucha, jak matka opisuje scenę, gdy przypuszczając, że może nie przeżyć wywózki, porzuca go, oddaje zupełnie obcym ludziom, a potem odzyskać go nie może… Dalej opowiada, jak wyczekuje go na stacji kolejowej, jeden raz, drugi, kolejny, a on się nie pojawia… A gdy się pojawia, nie rozpoznaje w niej matki. Takich scen było bez liku. Płakaliśmy oboje.

Trudno było przekonać Szymona do upublicznienia tamtych przeżyć?

Miałam w sobie głębokie przekonanie, że mam wręcz obowiązek opowiedzieć tę historię innym. Cieszę się, że Szymon mi zaufał i wyraził zgodę na publikację. Bardzo się tym przejął. Wyszperał jeszcze jakieś zdjęcia i dokumenty. Jakość tych zmaltretowanych wojną zdjęć i dokumentów była problematyczna, ale większość zamieściłam w książce, bo uznałam, że są niesamowicie cenne. Na przykład sfałszowana Kenkarta, która uratowała Loli życie, albo też „Świadectwo urodzin” wydane przez „Urząd metrykalny izraelicki w Andrychowie”.

Czy napotkałaś na jakieś inne problemy?

Miałam podstawowy problem, na który długo nie znajdywałam rozwiązania. Niby materiał był gotowy, nic, tylko przepisać. Ale jednak… Te 80 stron wspomnień w jęz. polskim zapisane było głównie wierszem. Zaś nagranie z taśmy magnetofonowej, to „proza mówiona”. W dużej części treści się​ powielały, różniły się tylko formą przekazu. Z jednej strony, każde słowo napisane bądź wypowiedziane przez Lolę miało dla mnie wartość cennej pamiątki. Z drugiej strony, zależało mi, aby jej historia poruszyła czytelnika, a powielenie tej samej treści napisanej raz wierszem, raz prozą, mogłoby ten zamiar zniweczyć. Musiałam dokonać wyboru i postawiłam na to drugie, na wartką opowieść. Wybierając elementy jednego przekazu i większe fragmenty drugiego, połączyłam je tak, by utworzyły jedną, spójną opowieść. Nie odebrałam głosu Loli, ja go tylko zmiksowałam. Nie mnie oceniać efekt, ale jestem przekonana, że Lola byłaby zadowolona. No i był jeszcze jeden problem, który sprokurowałam sobie sama.

Zdradzisz?

Pojechałam do Izraela po opowieść o przedwojennym Andrychowie i po wojenną historię jednej z nielicznych ocalałych andrychowskich Żydówek. Ale okazało się, że ona sama jest fascynującą osobą i osobowością. Wcześniej wiedziałam o niej tyle, że uprawiała narciarstwo. Do tej pory jest chyba jedyną andrychowianką – zdobywczynią medali na krajowych i międzynarodowych zawodach narciarskich. W tej Hajfie, z każdym dniem poznawałam Lolę z innej strony. Kiedyś na przykład przeglądałam książki w domowej bibliotece Szymona. Wiele z nich należało do jego matki. Dziwiło mnie, że kobieta, która przez długie lata zarabiała szyciem, bo tego nauczyła się na kursie w szkole w Wadowicach, sprowadzała książki medyczne z Europy i je studiowała. A przyczyna tego okazała się niesamowita. Odkryłam, że była to osoba wielu talentów i zainteresowań, samouk. Pisała wiersze, malowała obrazy, była najbardziej znaną w Hajfie nauczycielką jogi… To wszystko było tak fascynujące, że postanowiłam dopisać rozdział, który dopełniałby obraz Loli. Uznałam ponadto, że zaproszenie Czytelnika na spacer po Hajfie, by towarzyszył mi w odwiedzinach miejsc związanych z dziewczyną z Andrychowa, może być także dla niego interesujące.

Ciekawią mnie koszty przygotowania takiej publikacji. I te czasowe, i te finansowe.

Pierwszy raz poleciałam do Izraela w listopadzie 2017 roku, drugi, półtora roku później, w marcu 2019. Przez ten czas udało mi się zgromadzić większość materiałów. Finalizowałam inną publikację i do pisania tej nowej zabrałam się latem ‘20. To fakt, że w wypadku pracy nad tą akurat książką poniosłam trochę wydatków. Ale to jest tak nieistotne, że nawet nie chce mi się o tym gadać. Jak również kalkulować, czy to się zwróci, czy nie. Dochody biorą się z nakładów. Nakład lokalnego wydawnictwa nie może być wielki, z prostych powodów. Nie doświadczam jakiegoś szczególnego zainteresowania lokalną historią mieszkańców miasta. Poza tym, koszty druku w ostatnich miesiącach wzrosły wielokrotnie. Gdyby nie wsparcie finansowe życzliwych firm i osób prywatnych, cena dla wielu byłaby zaporowa. W tym przypadku, co innego wydaje mi się bezcenne.

Co takiego?

Uważam, że w wypadku tej publikacji zadziały się rzeczy wielkiej wartości, niepoliczalne w żadnej walucie. Po pierwsze, ocaliłam pamięć o dziewczynie z Andrychowa, która na tę pamięć zasługuje. Po drugie, to, o czym opowiada, w mojej ocenie, ma wartość dokumentu historycznego, dlatego mam zamiar wysłać po egzemplarzu tej andrychowskiej książki do Muzeum Polin w Warszawie oraz do Muzeum Yad Vashem w Jerozolimie. I po trzecie… Zainwestowałam tylko w bilety lotnicze. A wróciłam obdarowana tym, co najcenniejsze. A to, co najcenniejsze i najwartościowsze jest zawsze darmowe. Wróciłam z Hajfy obdarowana szacunkiem i przyjaźnią. Lola sprawiła, że dla członków jej rodziny stałam się bliską osobą i oni dla mnie również, a Andrychów – miejscem bliskim ich sercu.

Na koniec chcę zapytać: „Lola…” to twoja kolejna, jak to nazywasz, andrychowska książka. Nie kusi cię zmierzenie się z jakąś fikcją?

No coś ty! Ja bym takiej książki nie potrafiła napisać. Brak mi wyobraźni. Gdybym nawet była zdolna wymyślić wszystko, co przydarzyło się Loli, kto by w to uwierzył? Ale ponieważ napisało to życie, uwierzyć trzeba, choć pojąć niepodobna.

Dziękuję za rozmowę.

I ja dziękuję. Pozwól, że skorzystam z okazji zaproszenia Czytelników na premierę książki, 15 października w MDK. Będzie mi miło spotkać się z Państwem.

Punkty sprzedaży książki „Lola. Dziewczyna z Andrychowa. Kobieta z Hajfy”:

15 X 2022 – w MDK, podczas Spotkania Autorskiego

Od 17 X 2022: 1. Sklep muzyczny „Mikrus” – Legionów 4.

Andrychowska Księgarnia Edukacyjna – Krakowska 94 (w sąsiedztwie Poczty)

Z Jadwigą Janus rozmawiał Marek Nycz.

Wywiad ukazał się w październikowym wydaniu Nowin Andrychowskich

Podziel się
Skip to content