Przejdź do treści
Reklama
Reklama

Szalony mecz w Kalwarii. Beskid lepszy od Kalwarianki

Sport, 29 kwietnia 2026 20:14

Długo, oj bardzo długo kibice będą mówili o spotkaniu 28. kolejki IV ligi, w którym Kalwarianka podejmowała Beskid Andrychów. Padło w nim aż dziewięć bramek, a nastroje w obu drużynach zmieniały się niczym w kalejdoskopie.

Plasujący się w środku stawki gospodarze nie bawili się w konwenanse i typowe badanie mocnych i słabych stron rywala. Z impetem ruszyli na podopiecznych Tomasza Moskały. Dawid Wolanin poradził sobie jeszcze ze strzałem Mateusza Stańczyka, wykazując się znakomitym refleksem. Jednak już po niespełna 120 sekundach gry bramkarz Beskidu musiał po raz pierwszy sięgnąć do siatki. Jego niepewna interwencja po rzucie rożnym zakończyła się golem Monsuru Adisy, który w 9. min. po raz drugi umieścił piłkę w andrychowskiej bramce i w Kalwarii Zebrzydowskiej zaczęło pachnieć niespodzianką. Inna sprawa, że ekipa spod Pańskiej Góry po raz ostatni na wyjeździe wygrała 8 listopada, pokonując 5:1 Poprad Muszyna.

Na szczęście dla Beskidu, krótko po ustrzeleniu dubletu Adisa musiał opuścić plac gry, choć początkowo wydawało się, że uraz, jakiego się nabawił, nie jest groźny. Zanim to nastąpiło, Adrian Surówka trafił w bramkarza, a Patryk Koim został zablokowany, co było pierwszymi sygnałami, że drużyna trenera Moskały podnosi się z kolan i o nokaucie nie ma mowy. Kontaktowego gola zdobył w 28. min. wspomniany Surówka, a cztery minuty później do remisu doprowadził Bartłomiej Ostafin.

W końcówce pierwszej odsłony dwie okazje bramkowe ponownie mieli gospodarze. Jednak Eryk Ceglarz chybił z około 15 metrów, a uderzenie Stańczyka obronił Wolanin. To, co nie udało się Kalwarianom, powiodło się przyjezdnym. Patryk Matysek dośrodkował z rzutu rożnego, a Adrian Surówka huknął z pierwszej piłki pod poprzeczkę.

Tak jak wybornie pierwszą połowę zaczęli gospodarze, tak w drugą rewelacyjnie weszli goście. Najpierw Dawid Nagi przymierzył z blisko 20 metrów tuż przy słupku, a w 52. min. było już 5:2 dla Beskidu! Ponownie dośrodkowywał Matysek (tym razem z rzutu wolnego), a jego podanie na gola zamienił Dawid Hałat. Co więcej, chwilę później przed okazją na podwyższenie rezultatu stanął Szymon Wróblewski, ale po jego strzale piłkę z linii bramkowej wybił jeden z defensorów. W odpowiedzi aktywny Stańczyk ostemplował słupek.

W kolejnych minutach znakomite interwencje zanotowali Kozieł (po strzale Wróblewskiego) i Wolanin (po uderzeniu Stańczyka). Do siatki ze spalonego trafił Matysek, a Surówka fatalnie skiksował, gdy wydawało się, że szósta bramka dla Beskidu wisi w powietrzu.

W końcówce Beskid zafundował sobie niepotrzebne nerwy. Najpierw w narożniku boiska dał się ograć Hałat i Wolanin był bezradny po strzale Szymona Przebindy, a w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry o kontaktowego gola z rzutu wolnego pokusił się Łukasz Radomski. Na więcej Kalwariance zabrakło już czasu.

Dzięki przełamaniu wyjazdowej niemocy Beskid (ma 58 punktów) zbliżył się na 3 punkty do prowadzącego Orła Ryczów, który dziś w arcyważnym starciu uległ 1:5 rezerwom Wieczystej. W efekcie trzeci w tabeli Krakowianie dalej tracą do Andrychowian zaledwie 1 punkt, mając jednak rozegrane o jedno spotkanie więcej.

Kalwarianka – Beskid Andrychów 4:5 (2:3)

woc

Podziel się

Audycje / Posłuchaj więcej podcastów

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Przejdź do treści