Przejdź do treści
Reklama

Szaleńcza prędkość

Informacje, 09 kwietnia 2015 10:16

Cichy, spokojny wieczór. Zbliża się czas gdy możemy odetchnąć i odpocząć po całym dniu. Rozsiadamy się w kanapie, będąc wzorowymi sąsiadami cicho włączamy telewizor. Jako że mamy okres wakacyjny jest bardzo ciepło, otwieramy więc okna na całego. Co jakiś czas słychać odgłosy dochodzące z zewnątrz. A to ktoś na ulicy krzyknie, a to auto przejedzie. W telewizji serialowy Rysiek znów knuje intrygę – Grażynka go pociesza a tu nagle… Jak coś nie ryknie… To super silnik, robiący super hałas. Dźwięk, który denerwuje, nawet tych najbardziej spokojnych.
Z czym to się je…

Podziel się

Może zaczniemy od spraw technicznych. Motocykle które możemy spotkać (częściej usłyszeć) na drogach, podobnie jak samochody, mają różne parametry silników. Od podstawowych, najmniejszych pojemności – 125 cm3 do prawdziwych bestii o pojemnościach dochodzących do grubo powyżej 1000 cm3. Dla przykładu zajmijmy się jednym ze znanych modeli – Yamahą R1. Motocykl ten waży 177 kilogramów. Pojemność silnika wynosi 1000 cm3. Spalanie przy prędkości 120 – 140 km/h oscyluje w granicach 6 litrów. Załóżmy, że ktoś rozpędzi się na nim do 200 km/h… Droga hamowania wyniesie 120 metrów. Na pierwszym biegu ta bestia rozpędza się do 137 km/h. Wrzucając dwójkę (jak się kto odważy przy takiej prędkości) mamy już 185km/h. Trzeci bieg – 230km/h. A na „piątce” muchy kaskiem można zabijać przy 280 km/h. Od zera do setki Yamaha R1 rozpędza się w poniżej 3 sekundy, natomiast od 0 do 200 km/h w około 9 sekund. Te dane pokazują jak szybcy możemy być na drodze. Tylko czy czasami szybkość nie idzie w proporcji z ilością głupoty?
 
Jak to zrobić na jednym kole
Na rozmowę o motocyklach zgodził się właściciel Kawasaki Ninja. Nie chciał on zdradzać prawdziwego imienia ani miejsca zamieszkania. W tekście wystąpi on ze zmienionym imieniem, jako Artur. Co zrobić aby jechać na jednym kółku? Uśmiecha się. – To proste. Mniej więcej wygląda to tak: upewniam się czy warunki są dobre i rozpędzam się do mniej więcej 40 na godzinę. Na pierwszym biegu, ale dla początkujących polecam drugi – mniej rwie. Przy odpowiedniej prędkości odkręcam gaz. I już kółko „lata”. Na pytanie dlaczego motocykliści „lecą” np. w niedzielę na głównej ulicy w Wieprzu pada następująca odpowiedź – W niedzielę nie ma ruchu. Wystarczy ładna pogoda i już można jeździć. A główna jest zrobiona i nie ma tam dziur czy kolein. Co jest największym zagrożeniem na drodze dla motocyklistów? Zapytałem o to Przemka, który co weekend jeździ po ulicach Wieprza i okolic – Dla mnie największym zagrożeniem na drodze jest żwir lub grys zalegający na zakrętach. To niejednokrotnie podniosło mi ciśnienie. Artur, kierujący Kawasaki dodaje, że – Niebezpieczni są kierowcy. Nie patrzą oni w lusterka a to ich obowiązek.

Trochę statystyk
Według danych policyjnych motocykliści spowodowali w ciągu 2009 roku około 1151 wypadków, co stanowi 3,3% wszystkich wypadków w Polsce z winy kierujących. Nadal jednak największe zagrożenie na drodze – 77,6%, stanowią kierowcy samochodów osobowych. Liczba wypadków rośnie w miesiącach kwiecień-wrzesień, wynika to z warunków pogodowych, które sprzyjają szybkiej jeździe. Z tych danych ogólnopolskich można wywnioskować, że kierujący „osobówkami” są największym zagrożeniem na drodze. 

Pasja
„200-300 km/h, adrenalina buzuje, ryk silnika, jazda na jednym kółku, palenie gumy, aleeeeeeeee wystarczy kamyczek na drodze, przednie koło podrzuci lub ktoś przed takim straceńcem nagle zahamuje i wtedy następuje wielkie bummmmmm”. Różne można spotkać określenia jazdy na ścigaczu. Różne są do tego zajęcia podejścia. Przemek twierdzi, że – Pomysł jazdy na motocyklu to raczej marzenie z młodzieńczych lat, które dopiero teraz udało mi się zrealizować. Od dziecka byłem zafascynowany i zainteresowany jednośladami, już wtedy wiedziałem, że nadejdzie dzień w którym będę miał swoją maszynę i tak też się stało. Dla Artura jazda jest czymś w rodzaju oderwania od codziennych spraw. – Mam 27 lat, nie jestem w związku. Po pracy wsiadam na maszynę i po prostu jadę. Jak już wyjadę z osiedla i wjadę na krajówkę od razu humor mi się poprawia. To moje hobby. Motocykle to nierzadko  maszyny raczej znienawidzone przez rodziny tych, którzy na nich jeżdżą. I nie jest to przesadne określenie. – Jak tylko Przemek wsiada na motor od razu się denerwuję. Nie ma chwili, bym nie myślała o tym czy mu  się nic nie stało – mówi mama motocyklisty. Młody motocyklista zdaje sobie jednak sprawę z tego, jak trudna jest to sytuacja – Panujące powszechnie przeświadczenie, iż kupiłeś sobie motor to i kup sobie trumnę nie pomaga mi w nakreśleniu pozytywnego obrazu mojego hobby rodzinie. Rozumiem fakt troski moich bliskich, ale to jest moja pasja bez której życie stało by się monotonne i wolne. Jedni zbierają znaczki, drudzy chodzą po górach a ja po prostu jeżdżę na motocyklu, więc mojej rodzinie nie pozostaje nic innego jak tylko zaakceptować to!

Pozdro dla wszystkich, którzy oddaliby życie za motor…
… – dziwnie to brzmi, prawda?  Fora internetowe pełne są takich deklaracji – „kocham jeździć!!! I nikt nigdy nie zabroni mi jeździć!” , „Wiele moich kumpli miało wypadki na motorach ale (Ci co przeżyli) dalej jeżdżą bo kochają to nad życie!!” – ciekawe, czy to tylko anonimowe, nic nie znaczące wpisy, czy są to myśli przelane do Internetu z późniejszym zamiarem realizacji na drodze? Jak, będąc użytkownikiem drogi, nie bać się sytuacji gdy na maszynie rozpędzającej  się w kilka sekund do setki, siedzi osoba „nieodpowiedzialna”?

Dawcy
Motocyklista zapytany o określenie „dawcy organów” reaguje ironicznym śmiechem – to określenie, które nieco mnie śmieszy… Nie wiem, kto to wymyślił, ale raczej nie zdawał sobie sprawy, że po wypadku ostrzejszym rzecz jasna  z człowieka nie ma co za bardzo zbierać a tym bardziej jego organy nie nadają się do niczego… Czy aby na pewno? O to samo zapytałem pielęgniarkę pracującą na co dzień w jednym z okolicznych szpitali –  Motocykliści są doskonałymi dawcami organów ponieważ są to ludzie młodzi, zdrowi i przeważnie nie ma żadnych przeciwwskazań aby narządów nie pobierać. Narządy pobiera się tylko wtedy, gdy stwierdzona jest śmierć mózgu a w większości w poważnych wypadkach motocyklowych uszkodzona jest głowa. Jeśli chodzi o pobieranie narządów, to pobiera się prawie wszystko. Najczęściej wątrobę, nerki czy siatkówkę z oka. Nie zgadzam się z tą  opinią, że jeśli motocyklista się rozbije to nie ma co z niego „wziąć”. 
Istnieje przekonanie, że gdyby kierowcy czterech kółek bardziej uważali na kierowców motocykli to nie byliby nazywani ''Dawcami organów''. Według statystyk policyjnych, w zdecydowanej większości wypadków z udziałem motocykla winnym jest kierujący innym pojazdem.

Opinie kierowców o jednośladach
Oprócz rozwijania dużych prędkości, jedną z cech najbardziej denerwujących kierowców czterech kółek jest wyprzedzanie przez motocykl samochodów stojących w korku. – Slalom między samochodami w korku to wariactwo. Co z tego, że jadący na motorze ma możliwość i miejsce aby przejechać. Jest on takim samym uczestnikiem ruchu jak jadący samochodem – mówi Magda, na co dzień jeżdżąca po ulicach Wieprza. A co ze skuterami? – Skutery się tak nie rozpędzą, nie mają takiej mocy jak motocykle – dodaje. 

Bezkarnie i bardzo szybko
Nie jedź szybciej niż potrafisz myśleć – to jedno z „przysłów” motocyklistów. Bardzo trafne zresztą. Bo czym się kieruje młody człowiek bez doświadczenia, wsiadający na maszynę z litrowym silnikiem? Niejednokrotnie zdarzyło się, że policja chciała zatrzymać pojazd do kontroli. I nieraz motocykl przyspieszył a z tyłu widoczna była zagięta tablica rejestracyjna. Policjanci raczej nie ścigają motocyklistów uciekający stanowi zagrożenie dla siebie, policjanta i pozostałych użytkowników ruchu drogowego.  Skoro policja nie ściga to jakie ma inne metody? Zapamiętać kolor, markę i ogólny wygląd maszyny razem z numerami rejestracyjnymi. Po drogach powiatu wadowickiego jeżdżą motocykliści, których policja po prostu zna. Wie, że np. w Dąbrówce są trzy maszyny a w Targanicach cztery. Policja prowadzi takie rozpoznanie i jest na bieżąco. 

Plusy i minusy dwóch kółek
W razie wypadku samochód chroni kierowcę i pasażerów przed obrażeniami. W przypadku motocykla jest odwrotnie. Co do bezpieczeństwa, wiadomo, w porównaniu do samochodu motor nam go tyle  nie zapewni. Jednak jest coś w tych maszynach. Coś co sprawia, że wielu wsiada na nie i po prostu jedzie. I co z tego, że (jak mówią przysłowia motocyklistów)  po tym jak już dotrzesz do pracy, potrzebujesz pół godziny przerwy, żeby puls wrócił do normy. I co z tego, że samochodem można podwieźć kilka atrakcyjnych dziewczyn jednocześnie. To nie jest ważne. Z tym, że do jazdy samochodem nie jest potrzebna licencja kierowcy F1. Do jazdy motocyklem też nie. A powinna być.

Robert Fraś
Podziel się
Skip to content