Przejdź do treści

Strażacka opieka nad uchodźcami

Informacje, 09 marca 2022 10:45

Od tygodnia ochotnicy z Inwałdu goszczą w swojej remizie kolejnych uchodźców z Ukrainy. Dziś są tam 33 osoby, to kobiety i dzieci. - Nasi mężowie zostali na wojnie, bronią Ukrainy – mówi pani Walia z jednego z miast pod Kijowem.

Już tydzień temu strażacy z OSP w Inwałdzie przygotowali swoją strażnicę do przyjęcia uchodźców i oddali im główną salę, gdzie stoi teraz ponad czterdzieści łóżek polowych, a także kuchnię i zaplecze. Kiedy tam dziś byliśmy, zajęte były 33 miejsca. – Ale to wciąż się zmienia – mówi Paweł Płonka, strażak, który jest jednym z koordynatorów akcji. – Przyjeżdżają i wyjeżdżają do znalezionych dla nich stałych miejsc pobytu.

– U nas to jest taki punkt pierwszej pomocy, punkt przesiadkowy – dodaje brygadier Marek Nowak, prezes OSP Inwałd, ale też zastępca dowódcy JRG w Andrychowie. – Ludzie trafiają tu prosto z drogi, ale potem gmina szuka dla nich nowych miejsc, często u osób prywatnych, albo lokali zastępczych.

Panie Nadię i Walię spotykam w kuchni remizy, gdzie przygotowują posiłek. Jedna z nich jest z okręgu kijowskiego, a druga z kironogradzkiego. Przyjechały dwa dni temu. Kiedy pytam, czego jeszcze potrzebują, pani Walia podnosi oba kciuki i mówi, że mieszkańcy i strażacy przygotowali wszystko, czego teraz potrzebują. Czekają na relokację do stałych miejsc. Pani Walia niebawem poleci do Batumi, do Gruzji. Zrobiłaby to już z terenu Ukrainy, ale przestrzeń powietrzna nad krajem objętym wojną jest zamknięta dla lotów cywilnych. Dlatego przyjechała do Polski i stąd poleci do rodziny w Gruzji. Czekają tam na nią w Batumi.

Na dużej sali, gdzie jeszcze niedawno tańczyli weselni goście odpoczywają mamy z dziećmi, a nawet pies, który też uszedł wojnie. To suczka pani Nadii.

Na podeście ponad klatką schodową medycy z przybyłej tu przed chwilą karetki udzielają pomocy jednej ze starszych osób. Przyjechała z grupą, która do Inwałdu dotarła nocą. – Nagle źle się poczuła i trzeba było wezwać pomoc – mówi Paweł Płonka.

Kiedy pytam dzieciaki o ojców czy braci, odpowiedź jest jedna: „są na wojnie”. Teraz najważniejsze dla każdej z osób tu przebywających są wieści od nich, czy żyją. Dzieci wciąż gapią się w telefony, piszą SMS-y. Kilkoro z nich odsypia noc, a nawet dwie. Niektórzy jechali dobę, inni dwie doby i więcej.

Strażacy proszą teraz o jedno, żeby im nie przeszkadzać, żeby spokojnie mogli przygotować się do życia na uchodźctwie, znaleźli swoje miejsca w gościnnej Polsce. Żegnam się więc z nimi, życząc końca tego koszmaru i powrotu do domów. n

Podziel się
Skip to content