Ale im dalej w las tym gorzej. Jeszcze na początku tego stulecia bywało, że spadło sporo śniegu a mróz trzymał srogi. Bo nie oszukujmy się, -5 czy -8 to nie mróz. Finowie wtedy zakładają podkoszulek i to na ramiączkach. Zwłaszcza, że jak już ten mróz chwyci, to nie puszcza najwyżej parę dni w porywach tydzień. Mimo to nagłówki w mainstreamie wtedy straszą „bestią ze wschodu” albo „zimą stulecia”.
Jeśli porozmawiacie z kimś starszym niż 40-letni autor tego nędznego felietonu, to możecie usłyszeć (a jakże!), że kiedyś to było, teraz to ni ma. Kiedyś to była zima, tunele w śniegu się kopało, auto, jak zasypało przed świętami to dopiero w kwietniu na święconkę się dało jechać, bo śnieg stopniał. A mróz był taki, że karpia z wanny to trzeba było z lodu wykuwać. Tak, przejaskrawione i przekoloryzowane, ale faktycznie, zimy kiedyś a zimy teraz to różnica, jak między brutto a netto. Jednak faktem jest to, że zdarzały się sytuacje, kiedy pasażerowie musieli pchać autobusy marki Jelcz lub Autosan (innych nie było, ale chociaż krajowa produkcja) bo droga nie sprzyjała jeździe.
Do rzeczy. Przy zimie takiej, jaka jest aktualnie, gdzie spadnie 5 może 10 cm śniegu, a faktycznie zimno jest między grudniem a marcem może 3 razy po 5 dni mamy wysyp marudzenia. Bo drogi źle odśnieżone, bo na chodnikach ślisko, ogólnie wszystko nie tak. I może zostanę oskarżony o zakłamywanie rzeczywistości, bo podejmuje się „obrony Częstochowy” czyli decydentów i służb odpowiedzialnych za zimowe utrzymanie, ale ile można takiego marudzenia znosić?
Nie twierdzę, że wszystko jest idealnie. Owszem są miejsca gdzie pług pojawia się zbyt rzadko, a chodniki są śliskie. Ale to są MIEJSCA. To nie jest całość gminy. Czasami ten pług czy piaskarka pojawia się późno, albo przynajmniej nam się tak wydaje, ale bierzmy poprawkę na to, że w takich sytuacjach roboty jest sporo. Nie wiem skąd się bierze to namiętne sianie defetyzmu, twierdzenie, że wszystko źle i nic nie działa. Gdzie się człowiek nie ruszy, to ślizga się jak Katarina Witt w konkursie w Calgary w 1988. Serio? Za chwilę zaczniemy się domagać koksowników co 200 metrów, bo mamy -3 stopnie, a stan klęski żywiołowej z zamknięciem szkół i paraliżem całego życia będziemy wprowadzać przy 7 cm śniegu. Litości…
Chyba przyzwyczailiśmy się do tego, że mamy lekko. Mamy lekkie zimy, mamy przyzwoicie wyposażone służby z pługami, traktorkami i całym zapleczem, a nie Pana Heńka z łopatą i workiem soli. Mamy nieskrępowaną możliwość zgłaszania tego, gdzie trzeba coś zrobić i jeśli zadzwonimy i w 15 minut coś nie jest załatwione to już afera na pół internetu. I wreszcie… Mamy internet, gdzie z nieprawdopodobną chęcią wylewamy swoje żale, marudzimy i narzekamy jak to wszystko jest nie tak.
Może wyjdźmy z kokonu i docenimy to jak jest, bo naprawdę nie jest źle.
PS. To prywatna opinia jednego pismaka, a nie całej redakcji. Proszę o wyłączenie w komentarzach „odpowiedzialności zbiorowej” 😉
mm, Fot. Archiwum NA






