Przejdź do treści

Przedawniony, ale nieprzeterminowany. Nasz wywiad z Kamilem Bednarkiem

Kultura, 05 maja 2015 08:19

Ten wywiad miał ukazać się w marcu, a potem w kwietniu w naszej gazecie. Nie ukazał się, ponieważ nie otrzymaliśmy wcześniej autoryzacji. Publikujemy go teraz, bo na taki wywiad zawsze znajdzie się czas i miejsce. Zapraszamy do lektury rozmowy Jadwigi Janus z Kamilem Bednarkiem.

Podziel się

Trzeba było wykazać się nie lada cierpliwością, by ta rozmowa mogła mieć miejsce. Najpierw koncert, bis za bisem, potem dłuższy odpoczynek – łapanie oddechu. Wreszcie spotkanie z fanami, dziesiątki autografów, uścisków, fotek… I co z tego, że mijała jedna, druga, trzecia godzina. Nigdy w andrychowskim MDK-u nie zdarzyło mi się być świadkiem tak szczerych i energetyzujących relacji między głównym bohaterem sceny i tymi, którzy zgromadzili się wokół niej. Ja też chciałam spotkać się z Kamilem Bednarkiem. Już dawno, poprzez sieć, szukałam kontaktu z nim. Ten wywiad miał być tylko pretekstem.

Czym mam się kierować w naszej rozmowie: statusem gwiazdy czy numerem pesel?

Jestem Kamil. A ja, jak mam mówić?

Jestem Jadwiga. Bardzo mi miło.

Będę szczera, wymyśliłam ten wywiad, bo bardziej niż na przepytywaniu zależało mi, żeby ci coś powiedzieć.

????

Gdy idę z psem na spacer, słucham sobie jakichś Mozartów, Vivaldich, a na koniec zawsze jest Bednarek. Wystarczy „Think about tomorrow” i się zapominam… śpiewam sobie z tobą podskakując na ulicy jak mała dziewczynka. Dlatego szukałam kontaktu z tobą, bo uznałam, że powinieneś wiedzieć, jaki wpływ masz ty i twoja muzyka na ludzi; niekoniecznie nastolatków.

Dziękuję. Też lubię Mozarta. I Dvoraka; jest niesamowity.

Na koncercie w Andrychowie słuchacze reprezentowali cały przedział wiekowy. Tak samo nucili twoje piosenki, tak samo klaskali, skakali pod niebo. To norma?

Od czterech lat obserwuję na moich koncertach cały wachlarz publiczności: począwszy od dzieciaków, które jeszcze nie potrafią dobrze „r” wypowiedzieć i krzyczą „Bednalek”, „Bednalek” po starsze osoby, które się też bujają, przytulają jak inni… I to jest niesamowite! Moim zdaniem, tak powinno być. Koncerty otworzyły mi szeroko oczy i uświadomiły, jaki muzyka potrafi mieć wpływ na ludzi.

A jak myślisz, co bardziej na nich działa: muzyka czy Bednarek.

Myślę, że jedno i drugie: muzyka z Bednarkiem. Ja sam, na pewno, nie zdziałałbym tyle, co z muzyką. I sama muzyka nie nakręci tak, jak tego ktoś nie poprowadzi. Ja czuję, że to tak miało być, że nic nie dzieje się bez powodu. Tak się los potoczył, że jestem na tej scenie. Wiem, że jeszcze mam przed sobą długą drogę, aby osiągnąć to, co tam gdzieś wewnątrz we mnie drzemie, ale powoli do tego dążę.

Skoro nic nie dzieje się bez powodu, nie bez powodu zdarzył się „Mam talent”. Okazał się impulsem, nie celem.

Mijają cztery lata od programu i cieszę się, że ludzie nie zapominają. Jestem świadomy tego, że podobnych programów jest coraz więcej i coraz więcej jest „gwiazdeczek” kreowanych przez te programy. Też wypłynąłem z tego świata i mogłem w nim tkwić, ale zdecydowałem pójść zupełnie inną drogą.

W kontekście niespełna dwudziestu czterech lat życia, pokus świata showbizesu ta świadomość obranej drogi jest czymś niebanalnym, świadczy o dojrzałości.

To nie tylko moja zasługa. Wielką rolę odgrywają tutaj moi bliscy i ludzie, których spotykam na swojej drodze. To moi nauczyciele. Różne sytuacje dookoła, w których zdarzyło mi się znaleźć, sprawiły, że stałem się bardzo dojrzały. To nie znaczy, że nie mam dzieciaka w sobie. Bo mam i zawsze będę miał. Chcę być w środku dzieciakiem przez całe życie. Ale to nie zwalnia mnie z uczenia się odpowiedzialności i konsekwencji wynikających z działań.

Doceniłeś rolę przygodnych nauczycieli – street teachers. Na scenie Bednarek też staje się nauczycielem. Mówisz o przyjaźni, o miłości. Uczysz i podnosisz wagę uśmiechania się do siebie, przytulania; prostych gestów zmieniających jakość relacji międzyludzkich.

Nigdy nie wstydziłem się mówić o uczuciach i ich okazywać, ale między swoimi. Jednak doszedłem do wniosku, że trzeba być otwartym „na szerszą skalę”. Zacząłem o tym mówić na koncertach, prosić „przytulcie się”, „uśmiechnijcie się do siebie”. I to jest taki piękny widok, gdy nagle cała sala, setki ludzi zamienia się w masę energii przytulając się i uśmiechając. Uśmiech – taka prosta, zwykła czynność, a ludzie się jej wstydzą, bo każdy ucieka zupełnie nie w tą stronę, co trzeba. Myślę, że to konsekwencje udziału w medialnym świecie. Młodzi ludzie wiele czerpią z internetu, telewizji, a tam jest bardzo dużo złych nauczycieli.

Czyli koncertujesz nie dla samego koncertowania?

W którymś momencie zdałem sobie sprawę, że ta moja muzyczna historia musi być dobrze napisana. To, co się dzieje na koncertach to jest coś niesamowitego, to jest wulkan energii. Uświadomiłem sobie, że ja mogę tym ludziom dać coś więcej, coś więcej powiedzieć. Dzięki nim mam szansę bywać w wielu miejscach na świecie, poznawać wiele ciekawych osób i przy okazji poszerzać świadomość. Mówię im o tym na koncertach, jak ważne jest poszerzanie tej świadomości, poznawanie siebie, by umieć odpowiedzieć na podstawowe pytanie: „Kim jestem?”. Poznawanie siebie powinno być misją człowieka. Wiadomo, że pieniądze są ważne, ale nie są najważniejsze.

Twoje koncerty to nie tylko lekcje poglądowe ale i wyładowania atmosferyczne. Dajesz ludziom energię każdą cząstką swojego ciała. A ty skąd ją czerpiesz?

Bardzo dużo energii daje mi satysfakcja z koncertu. Albo zdarzenia jak ze snu. Choćby wulkany radości, które przeżywałem na Jamajce. Czymś niezwykłym było spotkanie z Deaenem Frazerem – saksofonistą Boba Marleya, którego Jamajczycy darzą ogromnym szacunkiem. Tylko bycie obok niego, słuchanie jak gra na saksofonie (a sam jestem saksofonistą) to potrójne szczęście i mega inspirujące zdarzenie. W ogóle spotkania z innymi ikonami reggae, których słuchałem i były dla mnie wyznacznikami pewnych terndów muzycznych to była tak czysta satysfakcja, tak czysta radość, że ja się tam czułem jak dzieciak, który dostał największą kolejkę na świecie. Ta Jamajka nie zdarzyłaby się, gdyby nie pasja. Myślę, że najwięcej energii daje właśnie pasja. Gdy czujesz, że się spełniasz, że to, co robisz ma sens i na dodatek owocuje.

Na Jamajce oddycha się reggae?

Ta muzyka jest tam wszędzie. Naprawdę wszędzie: w kanjpach, na ulicach, każdy samochód dudni reggae.

Ze sceny zachęcasz ludzi, żeby słuchali tych właśnie rytmów.

Nie tylko słuchali, ale i poznawali. Bo słuchać, a nie mieć świadomości, skąd się to wzięło, to jest nie to. Trzeba wiedzieć, że to jest muzyka, która wypłynęła z biedy i z potrzeby duszy. Reggae to jest modlitwa. Dlatego mnie boli, że młodzi ludzie nie siegają do źródeł. Po dzisiejszym koncercie zdałem sobie sprawę, że muszę włożyć więcej energii w edukację. Gdy nasz zespół gra i ja śpiewam, to chciałbym przy okazji pootwierać okienka na fajnych artystów, którzy mnie inspirują.

A czym żyjesz poza muzyką?

Kocham motoryzację; najbardziej stare auta. Mogę o tym gadać dzień i noc, dzień i noc. Nie mam jeszcze takiego auta, ale parę marzeń to i owszem.

A'propos motoryzacji. Od kiedy koncertujesz dużo podróżujesz. Nie wydajesz się osobą, dla której jedyną pamiątką są przywiezione gadżety.

Nie zawsze uświadamiałem sobie znaczenie bliskich osób. Dopiero, gdy zacząłem jeździć po kraju, bywać długo poza domem, zdałem sobie sprawę jak oni są dla mnie ważni. Każda podróż to jest plecak doświadczeń. Wraca się mentalnie lepszym i bogatszym. Wszystko dziś można zobaczyć na filmikach. Ale, czym innym jest BYĆ, doświadczyć miejsca i ludzi. Na przykład takie Indie; momentalnie parterują człowieka. Wielu Polaków marudzi, wciąż im się coś nie podoba. A na świecie jest tylu ludzi, którzy marzyliby o takich warunkach życia i dałoby wszystko, żeby tylko bezpiecznie zasypiać, bez troski o życie, dom, jutro.

Czytałam o twojej operacji strun głosowych. Zaciekawiło mnie wtedy, co świadomość takiej operacji i jej konsekwencji rodzi w człowieku, który żyje muzyką i z muzyki?

Pamiętam, że się bardzo stresowałem. Ale pamiętam też myśl, że nic nie dzieje się bez powodu. Całe moje życie jest po coś. A wtedy zaufałem. I tyle.

Jeśli miarą sukcesu jest taka publiczność, jak choćby ta na koncercie w Andrychowie, wielość i jakość nagród, to nie da się ukryć, że odniosłeś sukces. Z drugiej strony jesteś bardzo od niego zdystansowany.

Dla mnie nagrodą są ludzie na koncertach. I to mi wystarczy. Naprawdę. Nie potrzebuję żadnych statuetek, choć fani się cieszą, gdy jestem nimi nagradzany. Ale ja im mówię na koncertach: ja tu jestem, wy tu jesteście i to jest Spotkanie. Bo grać przy pustych salach… to, co to za granie.

A zdarzyło ci się to kiedyś?

Zanim był „Mam talent”, to zdarzało się 10 – 15 osób; razem z ekipą, z obsługą baru. Jeździliśmy po tych barach, żeby sobie pograć. A potem było coraz więcej, coraz pełniej; zdarzało się ponad sto osób w klubie. Zaczęliśmy wygrywać konkursy. Po trzech latach takiego grania… nagle wystrzeliło. Nie wiedziałem co się dzieje. I ta radość! Nie zapomnę koncertu w Palladium! 1600 osób! 1600 osób przyszło tylko dla ciebie! To był nasz pierwszy raz przy tak licznej publiczności.

Jakoś tak imaginuję sobie, że Kamil na scenie jest tym samym Kamilem poza nią. „Człowiek szczery – to człowiek wyjątkowy” – powiedziałeś dziś do publiczności. Zawsze jesteś sobą?

Trudno mi powiedzieć. Bo wiesz, ja nie wiem, jak to jest do końca ze mną w środku. Znam siebie trochę, ale nie aż tak. Mam swoje zasady, których się zawsze będę trzymał. Staram się dawać z siebie więcej. I na pewno redukować to, co mi przeszkadza, pozbywać się złych emocji; już tak wiele mi się udało zredukować.

Dystansujesz się nie tylko od sukcesu, ale i od medialnego świata. Niewielu ta sztuka się udała.

To chyba samo się zrobiło. Mnie, po prostu, to nie pasuje. Ja tam będę zawsze, bo muszę, jeśli chcę żeby moi fani mnie widzieli, żeby wiedzieli, co się dzieje w moim życiu, jak się rozwijam i jak się rozwija zespół, ale nie chciałbym „mieszkać” w tym świecie.

Dziękuję za Spotkanie, radość z słuchania twojej muzyki i darowany czas.

Dziękuję również. Dobranoc.

PS. "Sorry za takie opóźnienie" – napisał nam Wojciech Wojda, menadżer Kamila odpowiedzialny za kontakty z prasą.

 

Podziel się
Skip to content