Przejdź do treści

Pan Oleksandr i „nasz”, redakcyjny Dima

Informacje, 12 marca 2022 07:46

Przypominamy publikację z „Nowin Andrychowskich”, która ukazała się w listopadzie 2019 r. Ma dwóch bohaterów – obaj pochodzą z Mariupola, ostatnio bombardowanego i ostrzeliwanego przez Rosjan, pogrążonego w kryzysie humanitarnym. Nie oszczędzono tam nawet szpitala.

Pierwszy z bohaterów, ten główny, to były już piłkarz Beskidu, a drugi jako praktykant, uczeń „Kotarbina” trafił do naszej redakcji. Pomógł przeprowadzić rozmowę z wujkiem i brał udział w redagowaniu tekstu. Obecnie przebywa w Mariupolu wraz z żoną i małym dzieckiem. Od kilkunastu dni nie mamy z nim kontaktu. Natomiast były reprezentant Beskidu (na zdjęciu) bezpiecznie z rodziną znajduje się w Polsce.

W pierwotnym tekście niczego nie zmieniliśmy.

Z Mariupola w koszulce Beskidu

W Polsce przebywa od siedmiu lat, a w naszym mieście od trzech. Pracuje w jednej z firm w gminie Andrychów jako specjalista do spraw eksportu, ale miłośnicy futbolu znają go przede wszystkim jako piłkarza Beskidu. To Ukrainiec Ołeksandr Łozniak. Dla przyjaciół i kolegów – Sasza, bo tak brzmi zdrobnienie od jego imienia.

Nie ukrywa, że nie jest łatwo łączyć obowiązki zawodnika i osoby zatrudnionej na stanowisku wymagającym częstych wyjazdów. – W ostatnim miesiącu miałem na przykład dwie delegacje – mówi Sasza Łozniak. -Nie są to wyjazdy na jeden dzień, a na wiele dni. Bywa tak, że nie ma mnie na treningach nawet dwa tygodnie. Staram się to wszystko nadrobić. Biorę ze sobą sprzęt sportowy. W wolnych chwilach chodzę na siłownię albo korzystam z bieżni. W piłkę zaczął grać w rodzinnym Mariupolu (miasto nad Morzem Azowskim). Gdy miał siedem lat tata wziął go za rękę i zaprowadził na treningi do znanego, miejscowego trenera. Potem do szesnastego roku życia ćwiczył w tamtejszej akademii piłkarskiej. Nie zaniedbywał też nauki. W Mariupolu ukończył Państwowy Preazowski Uniwersytet Techniczny w zakresie wytwórstwa stali. Później studiował wychowanie fizyczne, uzyskują dyplom na uniwersytecie w Doniecku, gdy miasto nie było jeszcze odseparowane się od reszty Ukrainy. Pracował w niewielkim zakładzie oraz został trenerem piłkarskich grup młodzieżowych. Kilku wychowanków gra teraz w młodzieżowej Ekstraklasie.

A przeprowadzka do Polski? – To nie była łatwa decyzja – przyznaje Ołeksandr Łozniak. – Miałem pracę w Mariupolu, grałem też w mistrzostwa obwodu. Spotkałem jednak dobrego znajomego, o rok starszego ode mnie. Który grał w Polsce w II lidze w Polonii Bytom. Tak trochę w żartach zapytałem, czy jest szansa trafić do polskiego klubu. On powiedział, że się popyta i wyśle dla mnie zaproszenie. To nie było tak łatwo spakować się i wyjechać. Trzeba było mieć wizę, na którą się czeka i jest to też koszt. Sasza dzięki pomocy kolegi otrzymał zaproszenie na testy do grającego w III lidze Orła Suchedniów. Poprosił o radę rodziców. Ojciec powiedział „Powodzenia!”. Rodzice wsparli go finansowo, gdy niezbyt długo się zastanawiając wyjechał do Polski. Nie zwolnił się z pracy. Wziął tylko 14-dniowy urlop. Po pomyślnych wynikach testów nie wrócił do swojego kraju. W nowym klubie wskoczył od razu do pierwszego składu. -Mariupol znajduje się na wschodzie Ukrainy i najczęstszym kierunkiem wyjazdowym jest Rosja, bo większość ludzi mówi u nas po rosyjsku – mówi Ołeksandr Łozniak. -Polska to dla nas coś nowego. Rodzina, znajomi patrzyli na mnie jakbym jechał gdzieś do Europy Zachodniej, gdzie wszystko jest fair i pracą buduje się karierę. Języka polskiego musiał uczyć się w sposób przyspieszony. W Suchedniowie spośród czterech Ukraińców zaproszonych na testy pozostał sam i musiał szybko nawiązywać kontakt z kolegami z drużyny, a przede wszystkim zrozumieć, o co chodzi trenerowi. I choć obecnie płynnie włada naszym językiem, to nadal się go uczy, ale też nie zaniedbuje nauki innych języków obcych. Sasza nim trafił do Andrychowa grał jeszcze w Halniaku Maków Podhalańskim pod okiem Krzysztofa Wądrzyka, który przeszedł do Beskidu jako trener i ściągnął do naszego klubu Saszę. Stało się to trzy lata temu. Znaleziono mu też pracę, w firmie, której dyrektor działał w Beskidzie. Musiał jednak przejść rozmowę kwalifikacyjną, a niewątpliwym atutem była znajomość czterech języków (ukraińskiego, rosyjskiego, angielskiego i polskiego). W Andrychowie znalazł też mieszkanie i przeprowadził się tu z żoną. Podkreśla, że bardzo dobrze został przyjęty w Beskidzie, z niektórymi piłkarzami znał się jeszcze z Makowa Podhalańskiego. Sasza zwraca uwagę również na pozytywne reakcje kibiców. -Staram się im odwdzięczyć w każdym meczu walka na boisku – stwierdza ukraiński gracz Beskidu. Co ciekawe Sasza jest uniwersalnym graczem. Grywa na różnych pozycjach, tam gdzie jest najbardziej potrzebny. Nie stanął tylko między słupkami w bramce, ale się śmieje, że musi się za bramkarskimi rękawicami rozglądać. A co podoba się ukraińskiemu zawodnikowi? Okazuje się, że piękne widoki Beskidów. W Mariupolu gór nie ma, jest morze. -Jak wstaję patrzę w kierunku Beskidów i dzień lepiej się zaczyna – stwierdza z przekonaniem.

Tekst: Jacek Dyrlaga, Współpraca i foto: Dima Ivanczenko*

*Współautor publikacji jest podobnie jak bohater artykułu Ukraińcem, uczniem Technikum w Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego (Kotarbin) odbywającym praktykę w redakcji Nowin Andrychowskich i Radia Andrychów.

jd

Podziel się
Skip to content