Przejdź do treści
Reklama

Pałac Bobrowskich: Tak było, tak będzie…

Kultura, 09 maja 2020 17:09

Jak do tej pory nikomu nie udało się dotrzeć do źródeł, dzięki którym moglibyśmy poznać początki historii reprezentacyjnej budowli Andrychowa, zwanej przez mieszkańców miasta – zamkiem. Z tego też powodu, całkiem uzasadnione jest asekurowanie się pojęciem „prawdopodobnie”.

W publikacji „Budownictwo obronne i rezydencjonalne powiatu wadowickiego” M. Porębski pisze: „Pierwotny dwór (na który składała się tylko część środkowa) został zbudowany przed 1650 rokiem, prawdopodobnie przez Marcyana Przyłęckiego. Miał on wówczas charakter obronny i otoczony był fosą. Prawdopodobnie Czerny lub Stanisław Ankwicz wzniósł skrzydło zachodnie„. Na przestrzeni wieków andrychowski „zamek” zmieniał funkcję – od budowli obronnej po rezydencję dworską; i zmieniał oblicze. Znaną nam formę podkowy zyskał dzięki nowemu właścicielowi, Konstantemu Bobrowskiemu z Nidku, który w 1807 roku nabył majątek ziemski od Ankwiczów. To za jego sprawą dobudowano wschodnie skrzydło nadając budowli klasycystyczny styl. Rewitalizacji poddano też teren wokół pałacu. Powstał park ze stawem i wyspą pośrodku.

Jadwiga z Bobrowskich Wysocka (1909-2002) – ostatnia z rezydentek pałacu, zaznajamiając swoje dzieci – Różę i Stefana – z historią rodzinnego domu, niejako potwierdziła fakt rozciągniętej w czasie rozbudowy. Mówiła im wtedy (a było sporo dekad temu), że środkowa część ma 350 lat, zachodnia – 250, wschodnia – 150. Niewątpliwie największej zmianie uległo wnętrze rezydencji, którą Niemcy przebudowali w czasie okupacji.

Kilka zachowanych zdjęć oraz zapisane na taśmie magnetofonowej wspomnienie pani Jadwigi pozwalają nam zwiedzić pałacowe wnętrza i zobaczyć je takimi, jakimi były zanim rodzina Bobrowskich zmuszona była do ich opuszczenia wiosną 1940 roku. Jadwiga z Bobrowskich Wysocka: – Od strony kościoła znajdowała się duża, parterowa terasa, która wychodziła z pokoju zwanego biblioteką, pełną szaf z książkami i drzwiczkami ukrytymi w ścianie. Za nimi umieszczono półki z mnóstwem staroci. Za biblioteką, na lewo (czyli w stronę stawu), znajdował się duży salon, którego dziś nie ma, bo Niemcy wybudowali ten korytarz. Podobno zrobili go dlatego, że potrzebowali miejsca na rzeczy pożydowskie.

A wracając do owego salonu, to ta olbrzymia sala balowa z wielkimi oknami kończyła się oranżerią widoczną od strony kościoła (było tam mnóstwo roślin, a po środku szemrała mała fontanna ze złotymi rybkami). Po prawej stronie od biblioteki (czyli w stronę baszty) znajdował się salonik, za nim mały pokoik, gdzie mieszkałyśmy my – trzy siostry. Następny pokoik przeznaczony był na ubieralnię naszego ojca. Potem była sypialnia rodziców. Ale to się stale zmieniało. Pokoje miały 4 – 5 m wysokości. Ogrzewały je takie okrągłe piece; nie wiem z czego one były, w każdym razie świetnie grzały.*

Jadwiga była najmłodszą córką Róży i Stefana Bobrowskich. Natomiast w pamięci ich wnuczki Teresy – córki najstarszej córki – Marii z Bobrowskich Szaszkiwiczowej (1903-1978) zapisały się inne szczegóły.

Teresa z Szaszkiewiczów Krasicka: Wejście główne, które znajdowało się od strony gościńca (czyli od ul. Krakowskiej) prowadziło do westybulu – obszernego, reprezentacyjnego przedpokoju stanowiącego połączenie głównego wejścia z innymi pomieszczeniami. W tej części pałacu znajdował się duży pokój gościnny – to na lewo, a na prawo – ogromna podłużna jadalnia, do której przylegało pomieszczenie zwane kredensem. Na zewnątrz znajdowały się schodki wiodące do kuchni dworskiej i piwniczki z trunkami (w latach późniejszych funkcjonował w nich Klub „Pod Basztą”). Członkowie rodziny przyznawali zgodnie, że najpiękniejszym miejscem w pałacu była wspomniana oranżeria. Jak łatwo się domyślić, środkowa część miała reprezentacyjno-relaksacyjny charakter. Przylegające do baszty zachodnie skrzydło pełniło funkcje mieszkalnosypialne.

Ciekawostką jest, że w tym właśnie skrzydle, w 1888 roku wybuchł pożar, w wyniku którego śmierć poniosła Teresa z Rottmanów Bobrowska, żona zastrzelonego w słowackich lasach Romana Bobrowskiego (syna Konstantego). Ferdynad Pachel zapisał w swoich dziennikach, że Teresa spaliła się przy czytaniu książki nocą. We wschodnim skrzydle znajdowały się pomieszczenia biurowo-służbowe. Zamieszkiwały tu osoby zatrudnione przy prowadzeniu „hrabskiego biznesu”.

Ostatni pan na Andrychowie – Stefan hr. Bobrowski wraz z żoną Różą z Męcińskich prowadzili bogate życie towarzyskie. Bale, polowania, wizyty znamienitych gości… Pałac tętnił życiem. Tak było do nagłej śmierci Stefana w 1932 roku. Aby ratować Różę i majątek z finansowych tarapatów, siostrzeniec Stefana – Andrzej Rey wpadł na pomysł wydzielenia części budynku pod pensjonat, który udzielałby gościny wczasowiczom z Krakowa oraz Śląska. Pomysł wypalił i z powodzeniem kręcił się aż do wybuchu wojny. Można zatem stwierdzić, że w pałacu Bobrowskich narodziła się andrychowska agroturystyka.

Od 1807 roku do wiosny 1940 w realności oznaczonej numerem 1 mieszkało pięć pokoleń Bobrowskich. We wrześniu 1939 roku na „zamku” pojawili się nowi gospodarze. Tym prawowitym wydzielili jakieś pokoje i przydzielili racje żywnościowe. Boże Narodzenie ‘39 było ostatnim spędzonym w rodzinnym domu. Wiosną 1940 roku Róża Bobrowska otrzymała nakaz opuszczenia pałacu. Wraz z synem Karolem, córkami Jadwigą i Felicją oraz ich czwórką dzieci opuściła dom i opuściła Andrychów. Czas wojny andrychowscy uciekinierzy spędzili w leśniczówce ukrytej w lesie pod Dąbrową Tarnowską. Gdy wojna dobiegła końca, wrócili do Andrychowa, ale nie do pałacu, bo nie pozwoliła na to władza ludowa, która stosownymi dekretami przejęła majątki ziemskie. Ona też przewidziała dla klasycystycznego pałacu całkiem nową rolę.

Pałac po II wojnie światowej

Jeszcze okupanci hitlerowscy przebywali w Andrychowie, gdy już szykujący się do objęcia władzy Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego wydał 6 września 1944 roku dekret o przeprowadzeniu reformy rolnej. Zgodnie z nowym prawem po wyzwoleniu duże majątki ziemskie stawały się własnością Skarbu Państwa. Tak też stało się z nieruchomościami rodziny Bobrowskich. Dotyczyło to także tak zwanego zamku. O powojennej historii obiektu pisały Maria Skrzypiec i Teresa Putek z Towarzystwa Miłośników Andrychowa, które przygotowały kilkustronicowe opracowanie „Dzieje działalności kulturalno-oświatowej w Pałacu Bobrowskich”. – W 1947 roku staraniem Towarzystwa Przyjaciół Dzieci zostało założone w Zamku Państwowe Przedszkole nr 1 – piszą autorki. – Główną przyczyną powstania tego przedszkola był fakt, iż zwiększyła się ilość pracujących matek. Zachodziła więc konieczność utworzenia przedszkola, do którego dzieci mogłyby uczęszczać w godzinach, kiedy rodzice zajęci byli pracą. Placówka działała w pałacu do 2006 roku. Jak wspominają Teresa Putek i Maria Skrzypiec, w obiekcie, w jednym ze skrzydeł, w latach 1951 – 1969 funkcjonował internat dla chłopców ze szkoły zawodowej. Pomieszczenia urządziła i w sprzęt wyposażyła Wytwórnia Silników Wysokoprężnych. Przygotowano także mieszkanie dla nauczyciela i opiekuna oraz skromną świetlicę. Podopieczni korzystali z państwowych stypendiów. Inną placówką działającą w pałacu (od 1951 r.) był Dom Harcerza przemianowany (1957 r) na Dom Kultury Dzieci i Młodzieży dysponujący czterema salami, w których odbywały się zajęcia w szczytowym momencie aż 33 kół zainteresowań dzieci i młodzieży w wieku 7 – 18 lat. DKDiM organizował też imprezy masowe. Potem kontynuatorem Domu Kultury Dzieci i Młodzieży stało się od 1974 roku Ognisko Pracy Pozaszkolnej, o czym można przeczytać na stronie internetowej OPP. Od 1993 roku w pałacu działa Izba Regionalna Ziemi Andrychowskiej. To nie wszystko. Sięgnęliśmy też po źródła własne. Jak informowaliśmy wielokrotnie w Nowinach Andrychowskich w zachodnim skrzydle pałacu, z wejściem od strony plant, działał klub „Pod Basztą”, gdzie urządzono kawiarenkę. Tu kilkakrotnie swoje sztaby miała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Tutaj również istniał Klub 69 oferujący unikatowe w skali kraju koncerty grup jazzowych. Warto też przypomnieć, że w „Zamku” swoją siedzibę miał Inspektorat Oświaty i Wychowania. Obecnie budynek pozostaje w zarządzie Centrum Kultury i Wypoczynku.

Komunalizacja i spadkobiercy

Po zmianie ustroju w 1990 roku, pojawiły się przepisy, zgodnie z którymi gminy mogły komunalizować grunty Skarbu Państwa. – Te grunty, przejęte od rodziny Bobrowskich były przedmiotem takiej komunalizacji – mówi Barbara Krzyżak, kierownik Wydziału Geodezji i Gospodarki Nieruchomościami Urzędu Miejskiego w Andrychowie. – W ten sposób gmina stała się właścicielem tych nieruchomości. Po dwóch latach, spadkobiercy rodziny Bobrowskich zwrócili się do wojewody o zwrot majątku. Obowiązywały ogólne przepisy o reprywatyzacji, ale nie było jeszcze zapisów w Ustawie o gospodarce gruntami. Pierwszym składnikiem majątku, którym zainteresowali się spadkobiercy Bobrowskich, to był pałac. Wojewoda odmówił zgody na zwrot. Spadkobiercy wykorzystali wszystkie możliwości odwołania się od tej decyzji. Argumentowali, że pałac nie należał do ziemskiego majątku rolnego, tylko była to siedziba rodziny. Minister rolnictwa podtrzymał decyzję wojewody, ale Sąd Najwyższy uznał, że majątek nierolniczy podlega zwrotowi.

Decyzja Sądu najwyższego (stało się to w 2012 r.) spowodowała, iż wojewoda musiał zmienić decyzję i w ten sposób otwarto drogę do zwrotu majątku. Wprawdzie władze Andrychowa składały własne odwołania do Ministerstwa Rolnictwa oraz sądów, ale zostały odrzucone. Spadkobiercy Bobrowskich wnioskowali o cofnięcie decyzji komunalizacyjnych, na podstawie których gmina stała się właścicielem nieruchomości. W finale skompletowali dokumenty i złożyli wniosek w sądowym Wydziale Ksiąg Wieczystych, by – stwierdzając w języku urzędniczym – ujawnić się jako właściciele nieruchomości. Jak informuje Barbara Krzyżak, problem dotyczył prócz pałacu także innych nieruchomości. Chodzi m.in. o działkę po dawnej mleczarni Bobrowskich oraz miejsce, gdzie znajduje się parking i wejście na odkrytą pływalnię. W skład rodzinnego majątku wchodziły prócz terenów skomunalizowanych przez gminę, także działka (we władaniu Starostwa Powiatowego), na której położone jest Liceum Ogólnokształcące oraz tereny, gdzie stoją gmach poczty oraz siedziba andrychowskiej policji, a także Nadleśnictwa Andrychów (wszystkie w posiadaniu Skarbu Państwa). Na razie nie wiadomo, czy o ten majątek zabiegać będą spadkobiercy Bobrowskich. Co ciekawe, gmina Andrychów przymierzała się do sprzedaży zamku, gdy w pierwszej decyzji wojewoda odmówił zwrotu spadkobiercom. Radni stosowną uchwałą wyrazili nawet zgodę na sprzedaż pałacu. Działo się to jeszcze pod rządami burmistrza Jana Pietrasa. Wobec działań potomków rodziny Bobrowskich trzeba był poniechać realizacji pomysłu.

Gmina kupuje „spokój”

Jak podkreśla burmistrz Tomasz Żak, w pewnym momencie do Urzędu Miejskiego zaczęły wpływać decyzje o zwrot najpierw parkingu przed odkrytym basenu, potem o działki pod wejściem na tenże basen, w końcu stanęły kwestie stawu, jego otoczenia, plant, byłej wozowni (obecnie lokal gastronomiczny), terenu mleczarni, która stała – patrząc od ulicy Krakowskiej – po prawej stronie przed pałacem. Do rodziny Bobrowskich należały też nieruchomości za poczta i policją, gdzie znajdowały się ogrody hrabiowskie. – Tak więc skala własności rodziny Bobrowskiej w centrum miasta jest ogromna – mówi burmistrz. – Obejmują one około 74 hektary powierzchni, a gdyby brać pod uwagę tereny wywłaszczone przez Skarb Państwa, to jest około 130 hektarów. W związku z tym, nie ukrywam, zaczęliśmy w 2012 roku poszukiwać kontaktu ze spadkobiercami. Chcieliśmy porozmawiać, jak to wszystko ma wyglądać, co oni maja zamiar z tym majątkiem zrobić. Przecież mogliby odebrać pałac ogrodzić i powiedzieć, że to nasze. Prawo własności jest święte. Pierwsze spotkanie z rodziną Bobrowskich odbyło się w Warszawie. A potem, kiedy dowiedzieliśmy się, że zamierzają sprzedać pałac, to Wydział Promocji Urzędu Miejskiego na moje polecenie przeprowadził konsultacje społeczne w postaci sondażu ankietowego. A pytanie dotyczyło, czy gdyby kwestia sprzedaży stanęła na porządku dnia, to mieszkańcy sądzą, iż pałac powinien być własnością gminy i służyć społeczności lokalnej. Na 4 tysięcy ankiet, które otrzymaliśmy, około 95 – 96 proc. zawierało odpowiedzi za przejęciem obiektu przez gminę. I w tym kierunku poszliśmy. Jak informuje Tomasz Żak, odbyły się dalsze spotkania ze spadkobiercami rodziny Bobrowskich. Pierwsza oferta opiewała na kilkanaście milionów złotych. Ostatecznie skończyło się na podpisaniu protokołu negocjacyjnego na kwotę 4 mln 250 tys. zł z zastrzeżeniem spłat w ratach. – My tak naprawdę, i to mówię z pełną świadomością, kupujemy święty spokój – stwierdza burmistrz. – Spadkobiercy rodziny Bobrowskich oprócz tego, ze maja nam przekazać prawo do pałacu, to ma się zrzec wszystkich roszczeń do gruntów posiadanych, ewentualnie ujawnianych w przyszłości. Jest to więc regulacja stanu prawnego z korzyścią dla miasta i wszystkich mieszkańców.

Władze planują

Pałac, jak zaznacza burmistrz, ma być obiektem służącym mieszkańcom. Powstał już jakiś czas temu plan funkcjonalno-użytkowy, który zostały zaakceptowane przez wojewódzkiego konserwatora zabytków. Będzie to jeszcze raz konsultowane z nową konserwator wojewódzką. W pałacu przewidziano działalność muzeum miejskiego, urządzenie sal wystawowych i koncertowych. – Chcemy odtworzyć atmosferę czasów świetności tego pałacu – podkreśla Tomasz Żak. – Będą więc stylowe meble i fragmenty wyposażenia, które tu niegdyś było. Chcemy w ten sposób przybliżyć, jak tu niegdyś było. W pałacu znajdzie siedzibę kilka organizacji społecznych, bo taki zresztą był wymóg w staraniach o dofinansowanie do remontu obiektu. W przyszłości burmistrz nie wyklucza, że w części pałacu będzie prowadzona działalność komercyjna. Jeśli gmina otrzyma środki z Unii Europejskiej na remont pałacu, to przez pięć lat nie wolno będzie prowadzić działalności zarobkowej. Po tym okresie jednak będzie możliwe na przykład uruchomienie na przykład kawiarni.

Tekst: Jadwiga Janus i Jacek Dyrlaga
Fot: Ze zbiorów rodziny Bobrowskich, Jacek Dyrlaga.

*Nagranie udostępnione dzięki uprzejmości Marty Wołek-Bury

Podziel się
Skip to content