Przejdź do treści

O BDI znowu się mówi…

Informacje, 27 maja 2016 10:13

Kilka dni temu rząd wpisał Beskidzką Drogę Integracyjną do Programu Budowy Dróg Krajowych i Autostrad na lata 2014-2023, a w ostatnią środę – 25 maja – w Starostwie w Wadowicach odbyło się spotkanie w tej sprawie. Odżyła nadzieja na budowę BDI jeszcze za naszego życia.

Podziel się

W środowym spotkaniu wzięli udział parlamentarzyści, przedstawiciele Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad oraz samorządowcy z całego regionu. Nikt nie miał wątpliwości, że ekspresowa droga łącząca Bielsko-Białą z Krakowem jest potrzebna dla rozwoju Zachodniej Małopolski. Ale po kolei.
Przypomnijmy, że plany budowy dwupasmowej drogi, która miała by zastąpić DK 52 mają już co najmniej ćwierć wieku. Takie połączenie planowała nawet wcześniej władza ludowa, choć tej to już w ogóle nie było stać na takie inwestycje. W wolnej Polsce projekt nabierał kształtu i nawet dość precyzyjnie nakreślono przebieg trasy, przez Kozy, Kęty, Andrychów, Wadowice i Kalwarię Zebrzydowską, od bielskiego węzła Suchy Potok do Głogoczowa, w sumie ponad 60 km. Powstało kilka wariantów, które skonsultowano z samorządami, a na końcu wybrano jeden i ten obowiązuje… z małym wyjątkiem. Tym wyjątkiem są Wadowice. 
Już wiele lat temu, po pierwszych przymiarkach do tej budowy w gminach na szlaku nowej trasy rezerwowano tereny pod budowę drogi. I samorządy starały nie dopuszczać do zabudowy tych obszarów. Inaczej było w Wadowicach, gdzie pozwolono w tym pasie na jednorodzinną zabudowę i tym samym powstał problem, który wlecze się do dziś, bo trzeba by wyburzyć około stu domów. Kilkanaście lat, kilkanaście wariantów przebiegu i żaden wadowiczanom nie pasuje. Nie chcą BDI po swojej południowej stronie i wciąż upierają się przy nierealnym rozwiązaniu, czyli puszczeniu tej ekspresówki przez Tomice. Nie działa argument, że tam BDI przecinałaby obszar „Natura 2000”, a to ze względów na ochronę przyrody jest niemożliwe. 
Upór wadowiczan trwa od co najmniej kilkunastu lat, bez względu jak zmienia się tam władza sytuacja jest permanentnie patowa. Bywały już takie lata, że wydawało się, iż rozwiązanie i zgoda są blisko, że już są nawet pieniądze na rozpoczęcie jakichkolwiek prac… I kończyło się jak zwykle, a pieniądze szły na inwestycje drogowe w innych częściach kraju. Wreszcie ekipa PO-PSL po prostu skreśliła BDI z rządowego Programu Budowy Dróg Krajowych i Autostrad. 
Samorządowcy naszego regionu (oczywiście poza Wadowicami) nie zasypiali jednak gruszek w popiele i monitowali. W Andrychowie, Kętach, Kozach, Porąbce… rady uchwalały memoranda do władz, aby ponownie wpisać BDI do planów rządowych. Wstawiali się za tym również parlamentarzyści, i to bez względu na przynależność partyjną. Marek Polak jeszcze tej wiosny wnosił do budżetu państwa poprawki uwzględniające koszty projektów i wszelkich formalności związanych z ożywieniem zasuszonego programu budowy BDI. 
Koniec końców 19 maja rząd wpisał BDI do planu. Zrobiło się tak entuzjastycznie, że Stanisław Szwed, bielski poseł i sekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej już podziękował pani premier za dobrą zmianę i gratulował spektakularnego sukcesu. Jakby wpisanie na listę było już sukcesem.
Kolejne informacje na ten temat dodawały więcej otuchy, bo jak powiedział w Wadowicach Andrzej Kollbek z krakowskiego oddziału GDDKiA  w lipcu ma być wydana tzw. decyzja środowiskowa. Niestety, Mateusz Klinowski, burmistrz Wadowic (nie pojawił się w starostwie) dał jednak przez media jasny sygnał: jeżeli nadal GDDKiA będzie dręczyć jego miasto wariantem południowym, on zaskarży tę decyzję środowiskową. Zatem szykuje się kolejny pat i kto wie, czy nie trzeba będzie wrócić do awaryjnego planu puszczenia BDI wprost na Skawinę, raz na zawsze pozostawiając Wadowice z dala od świata.
Ale na tym nie koniec studzenia entuzjazmu, bo schody, które się właśnie zaczęły mają kolejne stopnie i stromizny. Otóż w tym tygodniu minister transportu Andrzej Adamczyk wywiadzie dla „Dziennika Polskiego” powiedział, że budowa BDi "nie nastąpi zbyt szybko". Pewnie był wdzięczny posłowi Szwedowi za gratulacje sukcesu, ale szczerze przyznał, że po pierwsze tylko prace projektowe potrzebują co najmniej 2,5 roku, z kolei budowa to jakieś trzy lata. Nie wykluczone, że BDI będzie też budowana etapami, jak np. postulują to samorządy Andrychowa i Kalwarii. 
Kolejnym, nieśmiało przypominanym szczegółem jest kasa. Otóż na 60 km BDI potrzeba od 3,5 do 4 mld zł. I nie bardzo wiadomo skąd je wziąć, bo budżet państwa jest już bardzo nadwyrężony.
Minister Adamczyk jeszcze bardziej studzi entuzjazm związany z wpisaniem BDI do rządowego Programu Budowy Dróg Krajowych i Autostrad, dając dość wyrazisty przykład. Otóż na północną obwodnicę Krakowa (też właśnie wpisaną) trzeba będzie poczekać pięć lat, a na BDI? Według Adamczyka ta perspektywa jest „dużo bardziej odległa”. 
Na koniec napiszę tylko, że w dniu, gdy w Wadowicach obradowano o BDI, stałem pół godziny w korku, aby przejechać przez Andrychów. BDI jest nie tylko potrzebna, ale i konieczna, jednak trzeba wreszcie zacząć coś robić, a nie tylko mówić i gratulować sobie sukcesów, panowie ministrowie.
man

Podziel się
Skip to content