Przejdź do treści
Reklama
Reklama

Nadeszła wiosna, a Huraganowi idzie jak po grudzie

Sport, 04 kwietnia 2026 16:31

LKS Gorzów jest kolejną ekipą, która w rundzie wiosennej wzięła rewanż na Huraganie Inwałd za niepowodzenie jesienią. I to z nawiązką, co w końcowym rozrachunku także może mieć spore znaczenie.

W rundzie jesiennej Huragan pokonał na swoim terenie LKS Gorzów 2:0. Dziś udał się do Gorzowa z nadzieją na zanotowanie pierwszej wiosennej wygranej. – Mieliśmy pomysł na ten mecz i swój plan – mówi Wojciech Dybał, trener ekipy z Inwałdu, który szybko musiał zrewidować swoje zamierzenia, bo jego drużyna już po dwóch minutach gry przegrywała. Co więcej, nie minął kwadrans, a goście mieli już do odrobienia dwie bramki. Nie doskoczyli w porę do Kamila Wołczyka, który uderzył, a piłka po koźle zatrzepotała w siatce. – Ciężka bramka dla mnie – mówi Kamil Wołczyk, który jeszcze rok temu był grającym trenerem Huraganu.

Zawodnicy Huraganu próbowali opanować sytuację. I trzeba wprost powiedzieć, że w ostatnim kwadransie pierwszej połowy ich akcje wreszcie zaczęły się zazębiać. Cóż jednak z tego, skoro brakowało im finalizacji. – Przegrywaliśmy po 45 minutach 0:2, więc nie było czego bronić. Zdecydowaliśmy, że po przerwie wyjdziemy na rywali wysoko. Tym bardziej, że czuliśmy, iż stać nas na zdobycie bramek – opisuje plan na drugą połowę szkoleniowiec Huraganu.

Plany planami, a życie – życiem. Tak jak w pierwszej połowie, tak i w drugiej szybko zostały one zweryfikowane. Krótko po rozpoczęciu gry w polu karnym Huraganu doszło do walki o piłkę pomiędzy Krzysztofem Mikołajkiem a jednym z rywali, po której ten drugi padł na murawę. – Sędzia wziął gwizdek do ust i biegł. Dopiero po rozmowie z asystentem odgwizdał rzut karny. Nie była to natychmiastowa, pewna decyzja – zauważa trener.

Przy wyniku 3:0 dla Gorzowian wydawało się, że dla Huraganu nie ma powrotu do meczu. Tymczasem wystarczył jeden zryw, jedna akcja Wojciecha Stuglika i nadzieje odżyły. I kto wie, jak potoczyłoby się dalej spotkanie, gdyby chwilę później popularny „Studio” zrobił o pół kroku szybciej lub miał większy rozmiar buta. Dosłownie zabrakło mu centymetrów, by z najbliższej odległości wpakować piłkę do siatki po podaniu Pawła Światłonia.

Po 20 dobrych minutach gry w wykonaniu Huraganu nastąpił ponownie słabszy moment. W 75. minucie goście stracili piłkę w środku pola, a będący tego konsekwencją wykorzystany przez gospodarzy rzut karny stał się przysłowiowym gwoździem do trumny.

LKS Gorzów – Huragan Inwałd 4:1 (2:0)

woc

Podziel się

Audycje / Posłuchaj więcej podcastów

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Przejdź do treści