Andrychowianie udali się do Krosna już ze swoim nominalnym kapitanem Danielem Żuchnowskim, który ze względu na zmianę stanu cywilnego nie wystąpił w dwóch pierwszych spotkaniach. Trener Fijałek podkreślał w przedmeczowym wywiadzie, że wierzy, iż jego obecność doda zespołowi większej pewności siebie.
Już pierwszy set sobotniego meczu pokazał, że będzie ono długie i zacięte. Lepiej zaczęły Karpaty, wychodząc na prowadzenie 4:1, ale po chwili to MKS Andrychów wygrał 12:9, a następnie jeszcze powiększył przewagę (16:12 dla andrychowian). Krośnianie szybko zniwelowali straty, doprowadzając do remisu 17:17, a w dramatycznej końcówce przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść, zwyciężając 29:27.
W drugiego seta lepiej weszli przyjezdni (prowadzili 6:4), ale potem nie pierwszy raz w tym sezonie zaczęli seryjnie gubić punkty. Zdołali jeszcze doprowadzić do remisu po 10, ale po kilku kolejnych piłkach przegrywali już 11:15. I choć zredukowali stratę do dwóch punktów (13:15), to tylko na moment. Przed decydującą fazą seta krośnianie mieli bowiem 5 punktów przewagi (25:20). Wtedy podopieczni Macieja Fijałka pokazali charakter i w jednym ustawieniu zdobyli 5 punktów z rzędu! Cóż z tego, gdy końcówka ponownie należała do krośnian.
Początek trzeciego seta był koncertem w wykonaniu zawodników MKS Andrychów (10:3 dla MKS). Rywale próbowali gonić. I udało im się odrobić część strat. Jednak tym razem goście nie wypuścili wygranej z rąk.
Niestety, w czwartej odsłonie wyrównana walka trwała jedynie do stanu 11:10 dla MKS. Z niewiadomego powodu wówczas przyjezdni stanęli i w Karpaty błyskawicznie im odjechały (22:14).
Karpaty Krosno – MKS Andrychów 3:1 (29:27, 25:23, 22:25, 29:19)
woc







