Przed zawodami trudno było wskazać faworyta. W tabeli wyżej plasowali się (i nadal tak jest) Zagórniczanie, ale to ekipa prowadzona przez Ireneusza Rajdę jest w ostatnich tygodniach w gazie. Tyle tylko, że na własnym obiekcie jeszcze wiosną nie sięgnęła po zwycięstwo. I pierwsza połowa spotkania pokazała, że potencjał obu drużyn jest bardzo zbliżony. Kibice obserwowali ciekawe widowisko, wiele akcji, które z racji specyfiki obiektu Leskowca przenosiły się jednej strony boiska na drugą.
W pierwszych dwóch kwadransach wyraźnie skuteczniejsi byli gospodarze. W 12 min. wywalczyli rzut różnym, po którym w podbramkowym zamieszaniu najlepiej odnalazł się Mariusz Polak. A gdy minęło kolejne 12 minut Leskowiec prowadził już różnicą dwóch goli. Tym razem na bitą z rzutu rożnego piłkę nabiegł Krzysztof Polak i skierował ją do siatki przy bliższym słupku. A to nie był koniec, bo w 31 min. na listę strzelców wpisał się Artur Babiński.
Radość gospodarzy po zdobyciu trzeciej bramki szybko zmącił Rafał Mizera, odrabiając część strat. Goście poszli za ciosem i w 44 min. gola do szatni, a zarazem kontaktowego zdobył Piotr Durda.
W drugiej połowie więcej z gry mieli już jednak miejscowi. Dwie wyborne okazje miał Sławomir Młocek, a po strzale Piotra Młocka Mateusz Fila popisał się instynktowną obroną. Mecz zamknął jednak dopiero Artur Babiński, który w 85 min. zainicjował na lewym skrzydle indywidualną akcję. – Pierwsza połowa była bardzo wyrównana, ale w drugiej byliśmy w moim odczuciu stroną przeważającą. Uważam, że wyglądaliśmy lepiej fizycznie. Wygrana cieszy tym bardziej, że jest pierwszą w tej rundzie, po którą sięgnęliśmy na własnym boisku, a tym samym przed własnymi kibicami. Należą im się słowa uznania, bo stworzyli wspaniałą atmosferę i oprawę. Byli naszym dwunastym zawodnikiem – mówi Ireneusz Rajda.
Leskowiec Rzyki – Gronie Zagórnik 4:2 (3:2)
woc Fot. Leskowiec Rzyki






