Pierwsza połowa w wykonaniu podopiecznych Ireneusza Rajdy jest do zapomnienia. Niby jego zespół oddał trzy strzały, ale niewiele z nich wyniknęło. Tymczasem rywale aż czterokrotnie umieścili piłkę w siatce. – Trudno mi określić co się wydarzyło. Wyszliśmy na boisko tacy… przestraszeni. Mieliśmy zagrać swoje, bo było już jasne, że wszystkie karty zostały rozdane – mówi szkoleniowiec Leskowca, który w przerwie dotarł do głów swoich zawodników. Przekonał ich, że nie taka Skawa II straszna, jak ją malują i warto podjąć jeszcze rękawicę.
I ekipa z Rzyk wybiegła na drugie 45 minut zdeterminowana, a przede wszystkim z nastawieniem, że na tablicy wyników jest bezbramkowy remis. I podziałało, bo drugą odsłonę zawodów goście wygrali 3:1. Strzelanie zaczął Artur Babiński, który przejął piłkę w środkowym sektorze, minął obrońcę, bramkarza i skierował ją do pustej bramki. Gospodarze się odgryźli golem na 5:1, ale nie załamało to przyjezdnych. Po rzucie rożnym na raty piłkę w siatce umieścił Mariusz Polak, a rezultat na 5:3 dla Skawy ustalił Sławomir Młocek, popisując się strzałem z rzutu wolnego. Uderzona z 25 metrów piłka jeszcze skozłowała przed bramkarzem i po jego rękach wpadła do bramki. I kto wie co wydarzyłoby się dalej gdyby zawodnicy Leskowca wykorzystali jeszcze kolejne sytuacje. Okazję bramkową miał wspomniany Młocek, a ponadto kilkukrotnie zakotłowało się pod wadowicką bramką po rzutach wolnych i rożnych.
Skawa II Wadowice – Leskowiec Rzyki 5:3 (4:0)
woc







