Przejdź do treści
Reklama
Reklama

Jachtowe przystanie kapitana Szczepańskiego

Informacje, 09 maja 2020 09:02

Choć jest osobą o niejednym hobby, to jednak pasją jego życia stało się żeglarstwo. Spędził na wodzie 4261 godzin, pokonał 19 702 mile. Zdobywał kolejne patenty w warunkach nieporównywalnych do obecnych i spełniając kryteria trudniejsze niż te obowiązujące aktualnie. Od lat należy do grona kapitanów jachtowych…

Andrychowianin Andrzej Szczepański pochodzi z usportowionej rodziny. Jego tata i wujkowie znani byli przed laty z zawodniczych karier w Beskidzie. On, choć potrafi całkiem nieźle szusować na nartach, a i pewnie mógłby pokazać umiejętności w grach zespołowych, to wybrał żeglarstwo. I była to niemal miłość od pierwszego wejrzenia. – Jeździłem z rodzicami na wakacje do Międzybrodzia, gdzie swoje ośrodki z domkami kempingowymi miały WSW i AZPB – wspomina kapitan. – Tam poznałem starszych o kilka lat od siebie kolegów, którzy już się żeglarstwem parali. Od razu mi się to spodobało. W Pałacu Bobrowskich był Dom Harcerza i działała tam sekcja modelarska, którą prowadził Ryszard Lot. Zbudowali niewielką żaglówkę o długości 4 metrów. Nazwali ją „Myszka”. Pływali nią ci moi starsi koledzy. Ja się temu początkowo przyglądałem aż wreszcie wzięli mnie do środka. I to był ten pierwszy raz, oczywiście w roli pasażera.

Potem Andrzej Szczepański do łódki wsiadał coraz częściej. Prawdziwy jednak chrzest bojowy przeżył na Jeziorze Jeziorak, najdłuższym takim akwenie w Polsce i szóstym pod względem powierzchni. Był to wyjazd współorganizowany przez AZPB Andropol w ramach większego przedsięwzięcia. Grupa andrychowian, tworząca podobóz, nie była zbyt liczna, bo składała się z siedmiu młodych ludzi. – Mieliśmy tam do dyspozycji kilkanaście niewielkich, dwuosobowych „maczków” – stwierdza nasz rozmówca. – Pierwszy raz siedziałem wtedy za sterem. Niezbyt ciekawie się to skończyło, bo wypuszczono nas na wodę bez żadnych z naszej strony umiejętności. (…) Odpłynęliśmy od obozu, chcieliśmy wykonać zwrot. Nabraliśmy sporo wody i wylądowaliśmy w szuwarach. Po usunięciu wody znowu popłynęliśmy, ale nie w tym kierunku, gdzie należy. Drugi nawrót skończył się złamaniem masztu. Po iluś tam minutach przypłynęli chłopaki z kadry obozu i nas doholowali do kei. Zrobiliśmy potem awanturę, dlaczego nas nie przeszkolono.

Po takich przygodach było już tylko coraz lepiej.Andrzej Szczepański za jednym zamachem jako student Politechniki Krakowskiej, uzyskał patent żeglarza (na jachcie Omega) i sternika jachtowego (na DeZecie) podczas obozu szkoleniowego w Międzybrodziu. Bywało, że żeglarstwo co nieco zdradzał na rzecz wspinaczki po Tatrach. Stąd do kapitańskich egzaminów przystąpił dopiero po latach. Gdy rozpoczął pracę w Zespole Szkół Mechaniczno-Elektrycznych, dyrekcja placówki powierzyła mu obowiązki opieki nad harcerzami. Wówczas reaktywował w „Koperniku” Wodną Drużynę Harcerską, nawiązał też współpracę z żeglarzami z Zakładów Metali Lekkich posiadających własną bazę w Porąbce. Pod swoją opiekę wziął też dzieci i młodzież z Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej (dawny dom dziecka) w Radoczy, organizując dla podopiecznych wakacje pod żaglami nad Jeziorem Międzybrodzkim. W 1988 roku otrzymał propozycję od kierownictwa ZHP, aby skorzystać ze szkoleniowych rejsów morskich organizowanych przez Centrum Wychowania Morskiego w Gdyni. Popłynął w piękny – jak to określa – październikowy rejs spod Władysławowa po granicę z ZSRR. Było chłodno (4 st. C) i nie zawijali nigdzie do portów, ale wrażeń było sporo. – Po rejsie zasnąłem ze zmęczenia pod prysznicem – mówi Andrzej Szczepański. Od tego czasu łączył on opiekę nad młodzieżą na miejscu z własnymi wyprawami morskimi. Było tego co niemiara. W końcu też przyszły kapitańskie szlify, a nieco wcześniej jeszcze podwyższone uprawnienia sternicze z uprawnieniami oficerskimi na jachcie. Mało tego, nasz bohater ma na koncie budowę kilku własnych jachtów. Po niektóre przyjeżdżali żeglarze z innych zakątków Polski, tylko po to, by kupić takie łódki od andrychowianina. Czteromasztowa łódka zakupiona przez warszawianina pływa podobno do dziś. Dzięki żeglarskiej pasji Andrzej Szczepański zwiedził wiele zakątków Europy i nie tylko. Popłynął m.in. na „Zawiszy Czarnym” jako opiekun młodzieży. Jacht ten należący do ZHP opływał kulę ziemską, a nasz andrychowski kapitan wziął udział w ostatnim etapie tego rejsu. Andrzej Szczepański organizuje też niekomercyjne wyprawy żeglarskie np. po Morzu Śródziemnym. Zainteresowani pokrywają tylko podstawowe koszty wynajmu jachtu, żywności i cumowania w portach. W tym roku nie jest organizowana żadna jednak wyprawa, ale w roku 2021 odbędzie się najprawdopodobniej rejs wokół Sardynii i na Sardynię. Może w nim wziąć udział każdy, nie są wymagane żadne uprawnienia czy doświadczenia w żeglarstwie. Andrzej Szczepański w 2015 roku został uhonorowany tytułem i odznaka „Zasłużony Działacz Żeglarstwa Bielskiego”.

Kto chciałby poznać dokładniej dokonania andrychowskiego kapitana jachtowego może to uczynić otwierając stronę internetową szczepanski.xaa.pl/andjacht

jd Fot. Jacek Dyrlaga, archiwum prywatne Andrzeja Szczepańskiego

Podziel się
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Skip to content