Po wyrównanym początku meczu, przewagę optyczną uzyskali gospodarze, a w 28 min. zamienili ją na gola, co wyraźnie zadowoliło miejscowych. Niemal natychmiast oddali inicjatywę i szybko zostali za to ukarani. W 35 min. do wyrównania doprowadził niezawodny Piotr Młocek. I był to najmniejszy wymiar kary. Dobry okres gry przyjezdni migli udokumentować drugim trafieniem. Ładnym uderzeniem z linii pola karnego popisał się Krzysztof Polak, lecz golkiper Iskry zaprezentował kapitalną robinsonadę, ratując swój zespół.
W drugiej połowie przewaga miejscowych była już wyraźna. Co prawda goście próbowali się odgryzać, ale niemniej groźniejsze akcje wyprowadzali Kleczanie. Dość powiedzieć, że po ich strzałach Rzyczan trzykrotnie przed stratą gola uratowała poprzeczka. Około 70 min. podopieczni Ireneusza Rajdy nie zdołali już uniknąć nieszczęścia. Dwóch defensorów wzajemnie sobie przeszkodziło i w efekcie mało skutecznie wybili piłkę sprzed własnej bramki. Ta spadła na 12 metr pod nogi rywala i ten z zimną krwią skorzystał z okazji.
Do końcowego gwizdka zawodnicy Leskowca próbowali doprowadzić do remisu. Wywalczyli dwa rzuty wolne, oddali kilka innych strzałów, ale przede wszystkim brakowało im zdecydowania w polu karnym.
– Co prawda do meczu z nami Iskra była na końcu stawki, ale nie wolno jej lekceważyć. To młoda, ciekawa drużyna – mówi Ireneusz Rajda.
Iskra Klecza Dolna – Leskowiec Rzyki 2:1 (1:1)
woc






