– Mecz o życie, mecz o wszystko. I to nas sparaliżowało. Źle wyglądaliśmy na rozgrzewce, źle weszliśmy w mecz. Nic się nie układało – mówi Wojciech Dybał, którego zespół jako pierwszy stracił bramkę i tym samym musiał gonić wynik. Podeszli zatem wyżej, co przyniosło im rzut rożny. Adam Chrapkiewicz dorzucił piłkę w pole karne, a Dawid Biczak uwierzył, że jest Cristiano Ronaldo. Wyszedł w górę i pięknym strzałem głową doprowadził do wyrównania.
Pomimo odrobienia strat przez Huragan, to jednak wciąż drużyna z Zawoi była optycznie lepsza. Duża w tym zasługa Eryka Wróblewskiego, który królował w środku pola i robił tę różnicę. Jednak w futbolu liczą się efekty bramkowe. Dotychczas bywało tak, że to Huragan wyglądał momentami lepiej od przeciwników, a przegrywał. Dziś stało się odwrotnie. Radosław Nowak posłał piłkę wzdłuż bramki, a Mateusz Pietrzak posłał ją lewą nogą do siatki. A to nie był koniec, bo po zebranej drugiej piłce Adam Chrapkiewicz przymierzył przy słupku i do przerwy Huragan prowadził już różnicą dwóch goli.
Zawojanie, choć wysoko przegrywali nie tracili wiary. W drugiej połowie napierali jeszcze mocniej i Antoni Chwierut miał między słupkami wiele roboty. W jednej z akcji najpierw odbił piłkę, po pierwszej dobitce piłkę z linii bramkowej wybił Oskar Kaczmarczyk, a przy drugiej ponownie interweniował inwałdzki golkiper. Z drugiej strony po kontrze Biczak trafił w boczną siatkę, mając przed sobą jedynie bramkarza. Dogodnej sytuacji nie wykorzystał także Pietrzak.
Niewykorzystane okazje zemściły się. Po kolejnym dośrodkowaniu BCS Zawoja Antoni Chwierut wypiąstkował piłkę, ale następnie zderzył się z rywalem. Arbiter uznał, że tym sposobem dopuścił się faulu, choć pozostaje zadać pytanie jak bramkarz, który pierwszy dotknął futbolówki miał się zatrzymać w locie. Tak czy owak rzut karny, a po nim gol kontaktowy stały się faktem. – Zrobiło się jeszcze bardziej nerwowo. Ale muszę pochwalić Grześka Sabudę za grę w środku pola i naszego szefa obrony Oskara Kaczmarczyka. Zrobili dziś kawał dobrej roboty – mówi Wojciech Dybał.
W 90 min. wynik zamknął Adam Chrapkiewicz, posyłając ponownie piłkę przy słupku. Dzięki wygranej Huragan z 39 punktami zajmuje dziewiąte, a zatem ostatnie miejsce gwarantujące – jak się przynajmniej wydaje – utrzymanie w klasie okręgowej. Wyprzedza o 5 punktów makowskiego Halniaka i o sześć LKS Jawiszowice, które w niedzielę zmierzą się w bezpośrednim spotkaniu. – Z ligi spadnie co najmniej sześć drużyn, a niepewny jest nadal los Chełmka, który może pociągnąć siódmą. Zatem dziesiąte miejsce może, ale nie musi dać utrzymania. Stąd dla nas korzystny byłby remis w niedzielnym meczu, bo wówczas ani Halniak, ani LKS Jawiszowice już nas nie dogonią – zauważa szkoleniowiec Huraganu.
Warto jeszcze wspomnieć, że w ostatniej kolejce Halniak i LKS Jawiszowice mają łatwiejszych rywali niż Huragan, bo zagrają odpowiednio z Nadwiślaninem Gromiec i Nadwiślanką Brzeźnica, które są już jedną nogą w A klasie. Tymczasem ekipę z Inwałdu czeka starcie z aktualnym liderem – LKS Bobrek. – Jesienią wygraliśmy, ale to był inny mecz. Teraz dla nas może to być mecz o utrzymanie, dla nich o awans. O awans walczy także Żuraw Krzeszów, z którego zawodnikami są znamy i lubimy. Pomagając sobie w utrzymaniu, pomożemy zarazem im – mówi Wojciech Dybał.
Huragan Inwałd – BCS Zawoja 4:2 (3:1)
woc






