Przejdź do treści
Reklama
Reklama

Historia lubi się powtarzać. Remis w hicie kolejki

Sport, 07 marca 2026 20:00

Na ten moment kibice piłkarscy czekali od miesięcy. Po zimowej przerwie wznowione zostały rozgrywki IV ligi (w przyszłym tygodniu wystartuje klasa okręgowa i A klasa). W hicie pierwszej wiosennej kolejki wicelider – andrychowski Beskid podejmował prowadzącego w tabeli Orła Ryczów.

W tym sezonie Andrychowianie z Ryczowianami spotkali się już dwa razy. W meczu ligowym padł bezbramkowy remis, a w finale Pucharu Polski na szczeblu podokręgu lepsi okazali się podopieczni Tomasza Moskały, zwyciężając 3:2. Jak zatem widać, mecz meczowi nierówny. Tym bardziej, że w zimowej przerwie kadry zespołów ulegają zmianom. Andrychowski zespół zasilili bramkostrzelny Nikodem Fujak (Pcimianka) oraz Wiktor Kołodziej (powrót do drużyny po zagranicznym wyjeździe).

Przechodząc do tego, co tu i teraz, to na pewno duże wrażenie zrobiła oprawa spotkania. Zawodników na murawę wyprowadziła dziecięca eskorta, a i licznie zebrani kibice zadbali o meczową oprawę, niewątpliwie dodając zawodom kolorytu. Było to o tyle ważne, że sama konfrontacja nie była porywającym widowiskiem. Widać było, że obie drużyny darzą się dużym szacunkiem, a i taktycznie zostały przygotowane do rywalizacji. Stąd na sytuacje bramkowe trzeba było długo czekać. Bo i Beskid miał trzy rzuty rożne, ale niewiele z nich wyniknęło, a gdy na strzał zza pola karnego zdecydował się wspomniany Nikodem Fujak, to został zablokowany. Orzeł odpowiedział uderzeniem głową jednego z zawodników, ale próba okazała się niecelna. Podobnie jak strzał z dystansu Tomasza Kaczmarczyka. Wreszcie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Patryka Matyska celnie główkował Dawid Nagi, lecz zbyt lekko i doświadczonego Tomasza Wróbla nie miał prawa w ten sposób zaskoczyć. Bramkarz Orła zdecydowanie więcej problemów miał z kolejnym dośrodkowaniem Matyska, który usiłował go zaskoczyć bezpośrednio z rzutu rożnego. Jeszcze na koniec pierwszych 45 minut Dawid Hałat posłał futbolówkę ponad poprzeczką.

Drugą połowę w efektowny sposób rozpoczął Dawid Hałat, posyłając piłkę na… dach powstającego na obiekcie nowego budynku klubowego. Za to szansę na otwarcie wyniku miał Dawid Kamiński, ale uderzył lekko, a przy tym obok bramki strzeżonej przez Arkadiusza Krzyżanowskiego. W odpowiedzi Nagi z rzutu wolnego, ale i tym razem piłka minęła cel.

Od tego momentu Beskid zyskał optyczną przewagę, ale nie potrafił jej udokumentować golem. Tym zapachniało w 55 min., gdy po kolejnym rogu bitym przez Matyska zakotłowało się na przedpolu Orła i defensorzy wybili piłkę z linii bramkowej. Kilka minut później Matysek po raz drugi w dzisiejszym meczu próbował wkręcić ją bezpośrednio z rzutu rożnego.

Napór gospodarzy trwał i tylko Wróbel wie, jak po następnym zamieszaniu wyciągnął piłkę spod poprzeczki. A to nie był koniec, bo takich sytuacji było jeszcze kilka. Zawsze jednak miejscowym zabrakło centymetrów, by uprzedzić rywali, gdy ci niekiedy panicznie wybijali futbolówkę „z piątki”.

Ostatnie minuty nie przyniosły zmiany wyniku. Za to zmniejszyła się liczba zawodników na murawie, bo w 89 min. po drugiej żółtej kartce murawę musiał opuścić Tomasz Kaczmarczyk.

Beskid Andrychów – Orzeł Ryczów 0:0

Tekst i foto: Wojciech Ciomborowski

Podziel się

Audycje / Posłuchaj więcej podcastów

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Przejdź do treści