Wynik w 11 min. meczu otworzył Marek Fijołek, popisując się znakomitym uderzeniem z rzutu wolnego. Strzał z około 25 metrów był perfekcyjny i bramkarz gości nie miał szans na skuteczną interwencję. Drugi gol dla Groni również padł po stałym fragmencie gry. Tym razem sędzia podyktował rzut karny za faul na Konradzie Adamusie. Piłkę na „wapnie” ustawił sam poszkodowany i noga mu nie zadrżała.
Przy stanie 2:0 zawodnicy z Frydrychowic pokusili się o gola kontaktowego, ale ich radość nie trwała długo. Adrian Gąska popisał się klasycznym hat-trickiem i Zagórniczanie prowadzili do przerwy już 5:1.
Dokonane w przerwie zmiany, a także wysokie prowadzenie spowodowało, że w szeregi gospodarzy wdarło się rozluźnienie. Goście wykorzystali ten fakt, odrabiając część strat. Do niespodzianki jednak nie doszło. Stać ich było bowiem jedynie na dwa trafienia. Co więcej strzelecką niemoc jaka dopadła gospodarzy w drugiej połowie przełamał Nikodem Góra.
– Mieliśmy strzelać minimum cztery gole w meczu i to się znowu udało. Jednocześnie mieliśmy tracić maksymalnie jedną bramkę, a dziś rywale strzelili ich aż trzy. Zapewne zdecydowało o tym wysokie prowadzenie jakie wypracowaliśmy sobie przed przerwą, ale niemniej musimy zachować większą koncentrację – mówi Adam Janeczko.
Gronie Zagórnik – Sokół Frydrychowice 6:3 (5:1)
woc







