Wynik już w 2 min. otworzył Nikodem Góra, wyprowadzając Gronie na prowadzenie. Radość miejscowych nie trwała jednak długo. W 10 min. bramkarz gości długim wykopem z własnego pola karnego wznowił grę. Futbolówka przeleciała nad większą częścią murawy i znalazła się na przedpolu zagórnikiej bramki. Strzegący jej Seweryn Góra długo wahał się. A gdy już zdecydował się do niej ruszyć, było po prostu za późno. Artur Górski „złapał go” w pół drogi i z zimną krwią przelobował. A już trzy minuty później Maksym Morhun uderzył z 16 metrów i Seweryn Góra ponownie musiał sięgać do siatki.
Podopieczni Przemysława Karcza i Krzysztofa Kopytko ruszyli odrabiać straty, ale długo niewiele z tego wynikało. Adrian Góra próbował zaskoczyć rywali strzałem głową, ale uderzył niecelnie. Podobnie jak Nikodem Góra z woleja z 16 metrów. Aż nadeszła 30 minuta. W z pozoru niegroźnej sytuacji do strzału złożył się Adrian Góra, znajdując się dobre 30 metrów od bramki Skawy. Strzegącej jej Mikołaj Byrski zamarzł na linii bramkowej i patrzył jak futbolówka w jego ocenie mija cel. Gdyby się rzucił miał spore szanse ją sparować na rzut rożny, ale tego nie zrobił, a ta wpadła do siatki tuż przy słupku! Nie minęło 120 sekund a Krzysztof Kopytko obsłużył podaniem Piotra Durdę i Gronie po raz drugi w niedzielne popołudnie objęły prowadzenie. Jeszcze przed przerwą powinien je podwyższyć Kamil Kraus, ale tylko on sam wie jak z 5 metrów nie trafił w światło bramki.
Druga połowa zaczęła się dla miejscowych wybornie. Piotr Durda zakręcił na prawym skrzydle obrońcami, a gdy już był w polu karnym, to jeden z defensorów zagarnął piłkę ręką i arbiter po konsultacji z liniowym wskazał na „wapno”. Co prawda Adrian Góra zmarnował „jedenastkę”, trafiając w słupek. Jednak po chwili Nikodem Góra strzelił, a raczej kopnął piłkę z 16 metra. Ta wolno turlała się w kierunku wadowickiej bramki. Mikołaj Byrski stanął, wyciągnął ręce by ją złapać i… przepuścił ją między nogami!
Wydawało się, że Gronie ustawiły sobie mecz i kontrolują sytuację na boisku. Tymczasem w 60 min. niezwykle szybki i zwinny kapitan Skawy II Sebastian Nieckula otrzymał długie podanie i choć miał na plecach dwóch obrońców, to zdołał wbiec w głąb pola karnego i strzelić nie do obrony.
Odpowiedź Groni była niemal natychmiastowa i niemal kopią akcji wadowiczan z 10 min. Michał Leśniak (zastąpił w przerwie Seweryna Górę) wykopał piłkę z własnego pola karnego. Zdążyła się raz odbić od murawy i wówczas przy niej był już Adrian Góra, który głową posłał ją do siatki, bo golkiper przyjezdnych ponownie przymarzł do linii.
Radosny futbol trwał dalej. Ledwie minutę później było już tylko 5:4 dla Groni. Rzut wolny dla gości, dośrodkowanie i Antoni Korzeniowski głową umieścił futbolówkę w siatce. Niezadowolony z takiego obrotu sprawy Piotr Durda znów wykorzystał swoje żelazne płuca. Przeprowadził prawą stroną rajd, ograł dwóch rywali i wyłożył Rafałowi Mizerze piłkę na tzw. pustaka.
Na tym emocje się nie zakończyły. Na trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry Łukasz Koczot wykonywał rzut wolny z narożnika pola karnego Groni. Posłał mocną, chytrze podkręconą piłkę. Michał Leśniak nie zareagował gdy ta przeleciała mu nad głową, sądząc, iż frunie nad poprzeczkę. Tymczasem opadła przy dalszym słupku i goście do ostatniego gwizdka starali się urwać punkt. Wynik nie uległ już jednak zmianie i Gronie sięgnęły po trzecią wygraną w trzecim meczu. Co równie istotne, dziś na ławce rezerwowej gospodarzy było aż sześciu rezerwowych, gdy na wiosnę nierzadko zagórniczanie z trudem kompletowali na mecze „gołe” jedenastki.
Gronie Zagórnik – Skawa II Wadowice 6:5 (3:2)
js







