Przed tygodniem Gronie doznały może nie niespodziewanej porażki z Orłem Radocza, ale jej rozmiary były szokujące, bo zostały rozgromione aż 1:12. Stąd dziś podopieczni Marka Kudłacika i Adama Janeczko mieli jasno postawiony cel. Wygrać i zmazać plamę na honorze. Tymczasem to Krystian Mrowiec otworzył wynik, wyprowadzając gości na prowadzenie. Co więcej, niedługo później goście wywalczyli rzut karny, ale Marek Kudłacik zachował zimną krew i obronił „jedenastkę”. Taki trener, to wartość dodana.
Gdy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się minimalnym prowadzeniem gości, pięknym strzałem pod porzeczkę popisał się Marek Fijołek. Wysunięty dwa metry przed linię bramkową Patryk Smaza próbował jeszcze desperacko przenieść piłkę nad poprzeczkę, ale nie zdołał jej nawet sięgnąć. Dwie minuty później znakomite prostopadłe podanie od Patryka Gwiżdża otrzymał Adrian Góra i znalazł się w sytuacji sam na sam ze Smazą. Uderzył może nie do końca czysto, ale niemniej skutecznie.
Piłkarze Groni schodzili na przerwę w wyśmienitych nastrojach. Po chwili w szatni zapadła jednak grobowa cisza. Marek Fijołek otrzymał bowiem wiadomość o śmierci swojego taty. Kibice, którzy dowiedzieli się o tym fakcie, nie tylko zrezygnowali z prezentacji przygotowanej na spotkanie oprawy, ale również zdjęli z ogrodzenia klubową flagę i zaprzestali dopingu!
Mecz musiał jednak toczyć się dalej, a podrażnieni gości wyszli na murawę bardzo waleczni i zmotywowani. W efekcie szybko zatrudniony został Marek Kudłacik, popisując się dwoma fenomenalnymi interwencjami. Szczególnie „wyjęcie” futbolówki z okienka było obroną pierwszej klasy! Ba, niejeden o 20 lat młodszy golkiper w takiej sytuacji odprowadziłby jedynie piłkę wzrokiem.
W 60 min. Gronie wykonywały aut niemal na wysokości linii końcowej boiska. Rafał Mizera na małej przestrzeni jaka mu została zdołał obrócić się z rywalem na plecach i posłał dośrodkowanie. Na dalszym słupku czyhał już na futbolówkę Nikodem Góra i z najbliżej odległości skierował ją do siatki w myśl zasady „uderz skąd przyszła”.
Rywale nie składali broni i atakowali, ale to Gronie mogły zamknąć mecz, a konkretnie Adrian Góra. Najpierw jednak golkiper z trudem obronił jego uderzenie z 16 metrów, a kolejne z bliżej odległości było zbyt lekkie i do tego w środek bramki.
W 80 minucie na murawie zrobiło się dużo więcej miejsca. Pomiędzy piłkarzami obu ekip doszło do wymiany zdań i nie tylko. Gdy sytuacja została opanowana arbiter odesłał do szatni Konrada Orneckiego i Szymona Rybarczyka (Przełęcz) oraz Adriana Gąskę (Gronie), choć wydaje się, że sprawcą całego zamieszania był grający z numerem 17 Oskar Ponikiewski (Przełęcz). A to nie był koniec, bo w 90 minucie Krystian Mrowiec ostro wszedł w nogi Adriana Góry i natychmiast ujrzał czerwony kartonik. To wywołało oburzenie w szeregach Przełęczy. Rozmowy trwały jeszcze chwilę aż wreszcie sędzia odgwizdał koniec meczu.
Gronie Zagórnik – Przełęcz Kossowa 3:1 (2:1)
woc
























