Spadkowicz z V ligi i aktualny wicelider okręgówki sześciu spotkaniach poprzedzających mecz z Huraganem zdobył 26 goli i stracił zaledwie 9. Był zatem murowanym faworytem. Tymczasem przez ponad godzinę nie tylko nie zdołał sforsować bloku defensywnego gości, ale co więcej sam trzykrotnie został przez nich zaskoczony. Dwukrotnie dynamiczne akcje przeprowadził Bartłomiej Koryga i dwukrotnie został zatrzymany przez byłego zawodnika Huraganu – Jakuba Mikołajka. Przyjezdni w obu przypadkach interwencje defensora uznali za zbyt ostre i domagali się odgwizdania rzutów karnych. Koryga napędził również kontrę pod którą podbiał się Robert Fierdonek i Inwałdzianie wyszli z akcją 2 na 1. Tyle tylko, że Fierdonek finalnie skiksował.
W 65 min. obrona Huraganu skapitulowała, a brak zdecydowania gości wykorzystał Olivier Kowalski. – Może zabrzmi to źle, ale ten gol podciął nam skrzydła. Z chłopaków zeszło powietrze. Choć wcześniej przez godzinę harowali i na pewno nie zasłużyli na przegraną różnicą pięciu goli – mówi Wojciech Dybał, trener Huraganu.
Dwie kolejne bramki dla Unii zdobył Jakub Rzepa. Szczególnej urody była druga z nich. Były zawodnik Olimpii Chocznia przymierzył w samo okno. Na 4:0 w 83 min. podwyższył Oliwier Kieloch, a rezultat ustalił pięć minut później Bartosz Pudlik.
Unia Oświęcim – Huragan Inwałd 5:0 (0:0)
woc






