Przejdź do treści
Reklama
Reklama

Falstart Beskidu Andrychów. Beniaminek z Modlnicy zaskoczył!

Informacje, 08 sierpnia 2026 22:33

Do sporego kalibru niespodzianki doszło na inaugurację IV-ligowego sezonu. W Modlicy, debiutujący na tym szczeblu rozgrywkowym Błękitni pokonali Beskid Andrychów.

Wolałbym, abyśmy na początek sezonu zagrali na przykład z Watrą Białka Tatrzańska niż z Beskidem, który przecież był o krok od awansu do III ligi – mówił przed meczem Grzegorz Gil, prezes Błękitnych Modlnica. Tymczasem zawodnicy absolutnego beniaminka wyszli na murawę bez respektu dla faworytów z Andrychowa. Wprawdzie to Adrian Surówka jako pierwszy sprawdził Filipa Urygę, ale chwilę później wykazać musiał się Arkadiusz Krzyżanowski. Potem jeszcze po strzale Szymona Wróblewskiego i rykoszecie futbolówka trafiła w boczną siatkę. Niemniej futboliści spod Krakowa, mający w swoich szeregach kilku nowopozyskanych zawodników nie puchli. Ba, w 17 min. około 200 kibiców, którzy zasiedli na trybunach obiektu w Modlnicy oszalało z radości. Po akcji lewą flanką piłka została wycofana na 10 metr. Pozostawiony bez krycia Damian Grudnik zapisał się w historii klubu, zostając jego pierwszym zawodnikiem, który zdobył gola w IV lidze.

Strata bramki podziałała na podopiecznych Tomasza Moskały mobilizująco. Natychmiast rzucili się do odrabiania strat. Jednak po główce Norberta Klimczyńskiego piłka znalazła się w rękach Urygi, a po strzale tą samą częścią ciała przez Adriana Surówkę trafiła w poprzeczkę. W dogodnej sytuacji spudłował także Dawid Hałat, posyłając piłkę obok słupka. Wreszcie w 23 min. huknął Rostyslav Shkitun, który po rocznym pobycie w III-ligowych Wiślanach Skawina (dawniej Jaśkowice) wrócił do Beskidu. Jego strzał Uryga jeszcze zatrzymał, ale przy dobitce Norberta Klimczyńskiego był już bezradny.

Siedem minut później Andrychowianie wyszli na prowadzenie. Po dośrodkowaniu Patryka Koima piłkę zgrał jeszcze Surówka, a Szymon Wróblewski posłał ją do siatki. Może nie było to atomowe uderzenie, ale zasłonięty Uryga nie miał możliwości skutecznie zainterweniować.  

W 35 min. Beskid powinien prowadzić 3:1. Uryga pokazał jednak klasę, broniąc najpierw mocne uderzenia Norberta Klimczyńskiego, jak i „główkę” Adriana Surówki. Pokonać go nie zdołał także Dawid Sarnecki.

Wydawało się, że Beskid odzyskał kontrolę nad spotkaniem. Tymczasem ponownie słabo wszedł w drugą połowę. Początkowo gospodarze nie wykorzystali tego faktu. W 58 min. otrzymali jednak prezent od sędziego, który dopatrzył się faulu około 18 metrów od bramki gości. Jeden z Modlniczan zamarkował strzał, ale to Damian Grudnik uderzył i to jak… Nie tyle mocno, co technicznie i precyzyjnie. Zakręcona piłka ominęła mur i trafiła w same widły. Arkadiusz Krzyżanowski jedynie odprowadził ją wzrokiem, stojąc bez ruchu na środku bramki.

Podobnie jak w pierwszej połowie, tak i tym razem utrata gola tchnęła w gości nowe siły. Tyle tylko, że brakło im skuteczności lub precyzji. W 61 min. w zamieszaniu podbramkowym nikt nie doszedł do piłki, a po chwili Klimczyński jej nie sięgnął. Po wrzutce Patryka Koima niecelnie główkował Artur Mizera, a Rostyslav Shkitun strzelił zbyt lekko, by zaskoczyć Urygę.

W 70 min. za Norberta Klimczyńskiego na prawym skrzydle pojawił się Mateusz Daniel, siejąc w szeregach rywali popłoch. Szybki i zwrotny skrzydłowy raz po raz urywał się defensorom, ale jego koledzy nie zdołali wykorzystać kilku jego podań. Szturm jednak trwał, lecz jednocześnie uciekały cenne minuty.

Gdy wydawało się, że dojdzie do podziału punktów Błękitni wyszli z kontrą. Po niej Krzyżanowski obronił jeszcze uderzenie z 5 metrów, co już było cudem. Drugi się nie wydarzył. Po dobitce Kacpra Połecia piłka zatrzepotała w siatce i sensacja stała się faktem.

Błękitni Modlnica – Beskid Andrychów 3:2 (1:2)

woc

Podziel się

Audycje / Posłuchaj więcej podcastów

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Przejdź do treści