W pierwszej połowie niepodzielnie na murawie rządzili gospodarze. Swoją przewagę po raz pierwszy udokumentowali w 9. minucie. Na bramkę strzeżoną przez Sławomira Ogorzelca huknął Nikodem Góra. Golkiper Leskowca zdołał odbić piłkę, ale przy dobitce Adriana Góry był już bezradny.
Kwadrans później do grona strzelców dołączył Nikodem Góra. Uderzył z dystansu, a oślepiony słońcem Ogorzelec interweniował mało udanie i futbolówka znalazła się w siatce. Upłynęło kilka minut i Gronie miały już trzy bramki przewagi, a w ślady Górów poszedł Piotr Durda, który zdecydował się na indywidualną akcję. A to nie był koniec, bo w 40. minucie pajęczynę z rzyckiej bramki zdjął Adrian Góra.
Z gola do szatni cieszyli się zawodnicy Leskowca. Piotr Młocek nawinął dwóch obrońców i posłał piłkę obok Michała Leśniaka.
Gol do szatni podbudował morale gości, a przy tym gospodarze po przerwie zostali myślami w szatni. Na skutki nieoczekiwanego rozluźnienia Groni nie trzeba było długo czekać. W polu karnym faulu dopuścił się Mateusz Babiński. Piłkę do rąk wziął Sławomir Ogorzelec i ponownie udowodnił, że bramkarze mogą być skutecznymi egzekutorami „jedenastek”. W 77. minucie w Zagórniku zrobiło się jeszcze goręcej, bo goście zza miedzy pokusili się o gola kontaktowego. Z podania Krzysztofa Kowaliczka zdobył Łukasz Ryszka.
Radość rzyczan trwała krótko, bo tym razem nie tyle faulu, co zagrania ręką w polu karnym dopuścił się Radosław Zieliński. Zagórniczanie nie poszli śladem rywali i do karnego podszedł Adrian Góra. I on się nie pomylił.
Wydawało się, że podopieczni Krzysztofa Kopytki i Przemysława Karcza opanowali sytuację. Nic bardziej mylnego. Gdyby nie pierwszy z wymienionych trenerów Groni, goście ponownie złapaliby kontakt. Norbert Oboza posłał piłkę obok bramkarza, ale Kopytko wybił ją z linii bramkowej. Po chwili w sukurs Michałowi Leśniakowi przyszedł słupek (uderzał Piotr Młocek).
Gronie Zagórnik – Leskowiec Rzyki 5:3 (4:1)
woc Fot. Gronie Zagórnik



























