Goście zanim się zorientowali już przegrywali. Wynik w pierwszej minucie spotkania otworzył Szymon Wiktor. Nie minęło osiem kolejnych, a Znicz musiał odrabiać już nie jedno, nie dwu, lecz trzybramkową stratę, bo na listę strzelców wpisali się jeszcze Nikodem Nowak i Konrad Góralczyk.
W 36 min. można było nabrać nadziej, że w tym meczu emocji jeszcze doświadczymy. Co prawda nie kontaktowego, ale jednak gola zdobył Włodzimierz Kierczak, który wraz z bramkarzem Andrzejem Baranowskim zdecydowali się wesprzeć odmłodzony zespół Znicza. Jednak szybko okazało się, że było to trafienie na otarcie łez. Znicz zamiast pójść za ciosem ponownie popadł w letarg, co trzykrotnie wykorzystał Kacper Piwowarczyk. – Nie mogą nam się zdarzać takie przestoje i chwile rozkojarzenia. Młodzi zawodnicy posiadają umiejętności, ale brakuje im jeszcze ogrania i seniorskiego cwaniactwa – mówi Kamil Łysoń, trener Znicza.
Po zmianie stron usatysfakcjonowani wysokim prowadzeniem gospodarze już nie forsowali tempa, skupiając się na kontrolowaniu wyniku. Otworzyło to przed gośćmi szansę na zmniejszenie strat. Dwie dogodne okazje miał Włodzimierz Kierczak, ale bramkarz Dębu wyszedł z opresji obronną ręką. Natomiast po strzale Dawida Lelka w sukurs przyszła mu poprzeczka.
Dąb Tomice – Znicz Sułkowice-Bolęcina 6:1 (6:1)
woc






