Przejdź do treści
Reklama
Reklama

Derby dla Znicza! Burza w odwrocie

Sport, 04 kwietnia 2026 15:14

Wielkich emocji dostarczyło spotkanie 17. kolejki wadowickiej A-klasy, w którym lider tabeli Burza Roczyny podejmowała rywala zza miedzy – sułkowickiego Znicza. Po nim bardziej udane święta będzie miała ekipa Kamila Łysonia.

 – To był typowy derbowy mecz. Było dużo walki, kontrowersji i wielu kibiców na trybunach. Niemniej uważam, że gdyby nie nasze proste błędy, to spotkanie mieliśmy pod kontrolą – mówi Kamil Łysoń, szkoleniowiec Znicza. Nawiązuje w ten sposób między innymi do sytuacji, po której gospodarze wywalczyli rzut karny. Przy wrzucie piłki z autu ta trafiła do Adama Bodziocha, który został w polu karnym pchnięty rękami przez Mateusza Ogiegłę. I tym sposobem, po wyrównanym początku konfrontacji, Burza stanęła przed szansą objęcia prowadzenia. Do ustawionej na 11. metrze futbolówki podszedł Jarosław Talar i nie zawiódł, choć Andrzej Baranowski nie tylko wyczuł jego intencje, ale także na tyle szybko zareagował, że miał piłkę na rękach.

Sytuacja Roczynian mogła być zdecydowanie lepsza, ale nie pierwszy raz w tym sezonie szczęście nie było po stronie Marcina Janosika. Po rzucie rożnym uderzał z odległości nie większej niż metr od bramki, ale trafił jedynie w słupek. Po kolejnym kornerze swoich sił próbował Adam Bodzioch, ale sułkowicki golkiper nie tylko nie dał się zaskoczyć, lecz także szybko zainicjował akcję, którą wyrównującą bramką zakończył niezwodny Włodzimierz Kierczak. – Wiedzieliśmy, że Burza gra trójką obrońców, więc swoich szans szukaliśmy na skrzydłach. Włodek znakomicie złamał do środka i uderzył po „krótkim” rogu – komentuje Kamil Łysoń.

Gospodarze mogli schodzić na przerwę, prowadząc, ale Przemysław Ramenda nie może odnaleźć w Roczynach tej skuteczności, jaką popisywał się w barwach Sokoła Frydrychowice. I ma czego żałować, bo jego niewykorzystana okazja, jaką miał przed przerwą, zemściła się tuż po zmianie stron. Drugą połowę rozpoczęli gospodarze, ale szybko stracili piłkę i to Znicz wyszedł z akcją, która za sprawą Szymona Kołodziejczyka pozwoliła objąć mu prowadzenie.

Strata bramki była początkiem kłopotów Burzy. Niedługo później Jakub Witkowski walczył o piłkę z Lucasem Pachlerem. Prowadzący zawody arbiter, po sygnalizacji liniowego, orzekł, że zawodnik Burzy uderzył rywala łokciem i odesłał go przedwcześnie do szatni. – Bardzo duża kontrowersja. Stykowa piłka. Zawodnik Znicza łapie się za nogę, bo mógł zostać nadepnięty. Kolejny raz musimy radzić sobie w osłabieniu – mówi Patryk Sordyl, trener Burzy. Podkreśla, że jego zespół zareagował w najlepszy możliwy sposób. Furia, z jaką miejscowi ruszyli na gości, szybko przyniosła efekt w postaci wyrównującej bramki.

Broniący dotychczas bez zarzutu Andrzej Baranowski źle ocenił lot piłki i po wybiegnięciu za daleko z własnego przedpola zorientował się, że kończy się pole karne. Tym samym stracił możliwość interweniowania rękami. Wykorzystał to Paweł Dyrek, który po podaniu Marcina Janosika wygrał tzw. przebitkę i mógł skierować piłkę niemal do pustej bramki. – Taki los bramkarza. Jeden błąd i wszyscy o nim mówią, ale nie ma dwóch zdań, że to dzięki Andrzejowi byliśmy cały czas w grze. Jego wcześniejsze i późniejsze interwencje pozwoliły nam odnieść dziś sukces. Dla niego było to wyjątkowe spotkanie. Mieszka tuż przy boisku Burzy, ale od lat jest naszym zawodnikiem i na pewno dziś był podwójnie zmotywowany – zauważa Kamil Łysoń.

Burza mogła, a wręcz powinna, pójść za ciosem. Jednak po podaniu Jakuba Mizery z najbliższej odległości w światło bramki nie trafił Konrad Walaszek. Dwie wyborne okazje miał Radomir Romian. Jednak za pierwszym razem zatrzymał go nie kto inny jak Andrzej Baranowski, a w drugim przypadku bramkarzowi Znicza w sukurs przyszła poprzeczka. Pojedynek „sam na sam” z Baranowskim przegrał również Adam Bodzioch.

I w doliczonym czasie gry Burza przeżyła dramat. Wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Adrian Adamczyk, który w tym sezonie rozegrał zaledwie kilka meczów i to w niepełnym wymiarze, zanotował trafienie na wagę trzech punktów. – Mieliśmy wcześniej akcje 3 na 1, 3 na 2 i nie potrafiliśmy ich sfinalizować strzałem. Burza wyrównała, ale to my wywozimy z Roczyn komplet punktów – nie kryje radości szkoleniowiec Znicza.

W zgoła innym nastroju jest Patryk Sordyl. – Przegrywamy kolejny mecz i wszystko zaczyna nam uciekać. Wracają nasze demony. Stwarzamy mnóstwo sytuacji, a nie potrafimy ich sfinalizować, bo brakuje skuteczności. Mecz ze Zniczem przypominał trochę spotkanie Polski ze Szwecją. Nawet bramkę straciliśmy w podobny sposób – rozkłada bezradnie ręce trener Sordyl.

Burza Roczyny – Znicz Sułkowice 2:3 (1:1)

woc

Podziel się

Audycje / Posłuchaj więcej podcastów

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Przejdź do treści