Już w pierwszej połowie podopieczni Patryka Sordyla wyprowadzili kilka groźnych akcji, ale po nich piłka najczęściej lądowała w koszyczku bramkarza Dębu. Rywale byli bardziej konkretni. Najpierw jeden z zawodników z Paszkówki przyjął na 20 metrze piłkę kolanem i z zaskoczenia obrócił się i uderzył z wola nie do obrony. Drugiego gola miejscowi zdobyli bezpośrednim strzałem z rzutu wolnego.
W drugiej połowie goście wciąż dążyli do zdobycia bramki. W wybornej sytuacji znalazł się Jakub Mizera, ale przegrał pojedynek „sam na sam” z bramkarzem. Po rzucie rożnym główkował Adam Bodzioch, lecz również bez powodzenia. Wyniku nie zmienił także Maksymilian Słabosz, trafiając w boczną siatkę.
A gospodarze? A gospodarze ponownie pokusili się o gola zdobytego w osobliwy sposób. Po spaleniu przez nich akcji Mateusz Sobala wznowił grę długim wykopem. Futbolówka spadła w na połowie rywali, gdzie zawodnik Dębu bez zastanowienia uderzył i z… przelobował bramkarza Burzy! Wynik na 4:0 został ustalony po rzucie karnym podyktowanym po faulu Michała Zielińskiego.
– Trzy ostatnie mecze zapisaliśmy na swoje konto. Wygraliśmy wiosną w lidze, ale także ostatnio w Pucharze Polski. Teraz rywale wzięli rewanż, choć uważam, że z przebiegu gry remis byłby sprawiedliwym wynikiem, a już na pewno nie zasłużyliśmy na porażkę różnicą czterech bramek. Taki jednak bywa futbol. Z drugiej strony czasem zimny prysznic jest przydatny – mówi Patryk Sordyl.
Dąb Paszkówka – Burza Roczyny 4:0 (2:0)
woc






