Przejdź do treści
Reklama
Reklama

Burza odrobiła zaległości i przezimuje w fotelu lidera

Sport, 11 listopada 2025 22:15

Po wygraniu niedzielnych derbów z targanickim Halniakiem już dziś piłkarze Burzy Roczyny ponownie wybiegli na boisko. W zaległym spotkaniu zmierzyli się przed własną publicznością z Sokołem Frydrychowice.


Na papierze faworytem byli gospodarze, ale futbol bywa nieprzewidywalny. – Już w niedzielę boisko było bardzo grząskie, a warunki ani trochę się nie poprawiły. Zdecydowaliśmy się jednak rozegrać mecz u siebie. Uczulałem zawodników, aby byli cały czas skoncentrowani – mówi Patryk Sordyl, trener Burzy Roczyny.

Początek zawodów należał do gospodarzy, którzy mieli świadomość, że wygrana pozwoli im przeskoczyć w tabeli prowadzącą Astrę Spytkowice. Rywale odgryźli się raz, ale trzeba powiedzieć, że bardzo groźnie.

Jeszcze więcej zaczęło się dziać po 10 minutach gry. Jakub Mizera przeprowadził akcję skrzydłem i oddał soczysty strzał, po którym w szeregach jego ekipy zapanowała radość. Tyle tylko, że futbolówka nie wpadła do siatki, lecz odbiła się od słupka ją naciągającego i wleciała w siatkę, sprawiając wrażenie, jakby znajdowała się w niej.

Siedem minut później radość była już uzasadniona. Marcin Janosik dośrodkował z rzutu wolnego w światło bramki, a Kamil Kierczak przeciął lot piłki i Burza objęła prowadzenie. Ekipa z Frydrychowic mogła odpowiedzieć niemal natychmiast, ale Mateusz Sobala popisał się kapitalną interwencją, przenosząc piłkę nad poprzeczką.

Napór gości nie trwał jednak długo, bo w 21. min po rzucie rożnym w polu karnym frydrychowiczan zawodnicy Burzy zagrali w piłkarskiego bilarda. Finalnie, zanim futbolówka znalazła drogę do siatki, ostatni dotknął jej Kamil Kierczak.

Dwubramkowe prowadzenie wprowadziło w szeregach wirtualnego jeszcze lidera sporo pozytywnego luzu. Zawodnicy, pomimo trudnych warunków, próbowali grać piłką, a nawet silili się na kombinacyjne akcje. Tyle tylko, że w 27. min popełnili błąd. Wojciech Trojak rozgrywał od tyłu piłkę z Jakubem Witkowskim, który przy próbie długiego podania poślizgnął się i praktycznie oddał futbolówkę rywalowi. Ten pognał z nią na bramkę, ale strzału nie oddał, bo został sfaulowany przez Michała Rajdę. Jedenastkę wykorzystał kapitan Arkadiusz Sabuda i Sokół złapał kontakt.

Po zmianie stron kibice oglądali typowy mecz walki. Burza próbowała napędzać akcje skrzydłami, lecz grający na tych pozycjach zawodnicy zbyt wcześnie decydowali się na dośrodkowania i niewiele z nich wynikało, bo wrzutki były często przeciągnięte i nie znajdowały adresata.

Patryk Sordyl postanowił dać impuls drużynie i desygnował do gry Adama Bodziocha, Daniela Wróbla i Kamila Bednarza. Ostatni z wymienionych od razu próbował udowodnić swoją przydatność. Tyle tylko, że dwa pierwsze podania miał nieudane. Za trzecim razem posłał jednak „ciasteczko” do Adama Bodziocha, a ten z zimną krwią podwyższył prowadzenie swojej drużyny. Osiem minut później ten sam zawodnik popisał się indywidualną akcją i w sytuacji „sam na sam” nie dał szans Kamilowi Wanatowi.

W końcówce Przemysław Ramenda zmniejszył rozmiary porażki Sokoła, ale na więcej gości nie było już stać. – Cieszy wygrana, która pozwoliła nam objąć prowadzenie w lidze. Teraz możemy spokojnie odpocząć, a potem w dobrych humorach rozpocząć przygotowania do rundy rewanżowej. Dziękuję zarówno moim zawodnikom, jak i zespołom, z którymi przyszło nam się mierzyć, za tę rundę i życzę wszystkim, abyśmy w zdrowiu spotkali się na wiosnę. Dla mnie najważniejsza jest czysta, sportowa rywalizacja – podsumowuje mecz i rundę jesienną Patryk Sordyl.

Burza Roczyny – Sokół Frydrychowice 4:2 (2:1)

woc

Podziel się

Audycje / Posłuchaj więcej podcastów

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Przejdź do treści