Pierwotnie mecz z Garbarni z Beskidem miał się odbyć 28 marca, ale wówczas został odwołany z powodu złego stanu boiska. Przekładano go kolejno na 6 i 20 maja, ale wówczas nie mógł dojść do skutku, gdyż Andrychowianie w tym czasie rywalizowali na kolejnych szczeblach Pucharu Polski. Niemal rzutem na taśmę, bo na dwie kolejki przed końcem sezonu udało się wreszcie znaleźć wolny termin.
Goście mogli zacząć spotkanie z wysokiego C. Jednak po strzale Szymona Wróblewskiego jeden z defensorów wybił piłkę z linii bramkowej. Chwilę później Dawid Wolanin złapał futbolówkę po strzale gości i przez blisko 20 minut wiele ciekawego się nie wydarzyło. Wówczas ponownie przy piłce (po podaniu Adriana Surówki) znalazł się Wróblewski, ale tym razem spudłował. Więcej przyniosła akcja Dawida Hałata, bo został sfaulowany w polu karnym. Jedenastkę na gola zamienił Dawid Nagi. Rywale próbowali natychmiast odpowiedzieć, decydując się na strzał z rzutu wolnego z 40 metrów. Dał on im rzut różny, po którym Jakub Kulpiński nie trafił w światło bramki. W odpowiedzi Adrian Surówka także chybił.
Gdy wydawało się, że Beskid zejdzie na przerwę z prowadzeniem Garbarnia wyrównała. W ostatniej akcji w tej części gry na przedpolu bramki strzeżonej przez Wolanina powstało zamieszanie, w którym najlepiej odnalazł się Tomasz Wilk.
Druga połowa przyniosła nowe oczekiwania i nadzieje. Już na jej początku o centymetry od szczęścia był Patryk Koim, ale po jego atomowym uderzeniu piłka z impetem trafiła nie do siatki, lecz w poprzeczkę. Dwie minuty później w objęciach kolegów utonął Norbert Klimczyński. Po dograniu Hałata wyszedł dynamicznie i wysoko w górę, finalizując akcję pięknym uderzeniem głową. Kilkadziesiąt sekund później mógł po raz drugi cieszyć się ze zdobytego gola, lecz tym razem nie wykorzystał już podania od Patryka Matyska, który w przerwie zmienił Bartłomieja Ostafina.
Zmarnowana okazja zemściła się natychmiast. Defensorzy Beskidu nie zdołali wybić piłki z przedpola i ta trafiła na głowę Oskara Wielickiego, a ten z najbliższej odległości pokonał Wolanina. W ten sposób w 56 min. spotkanie zaczęło się jakby od nowa.
Beskid szukał swoich szans, ale Nagi został zablokowany, Koim posłał piłkę nad poprzeczką, podobnie jak Filip Kasiński, a w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry, w bliźniaczo podobnej sytuacji do tej gdy zdobył gola, spudłował Klimczyński. Wcześniej do siatki trafił nawet Patryk Matysek, ale arbiter dopatrzył się spalonego i podział punktów stał się faktem.
Na dwie kolejki przed końcem sezonu liderem jest Wieczysta II Kraków (69 punktów), która w małej tabeli wyprzedza Beskid i Orła Ryczów. Przypomnijmy, że bezpośredni awans do III ligi uzyska mistrz IV ligi, a wicemistrz zagra w barażach. Andrychowian czeka w sobotę (godz. 17.00) domowy mecz z Popradem Muszyna (w środę, 10 czerwca, zmierzy się z nim w finale Pucharu Polski na szczeblu wojewódzkim), a w ostatniej kolejce, także przed własną publicznością Beskid zmierzy się z Dalinem Myślenice.
Garbarnia Kraków – Beskid Andrychów 2:2 (1:1)
woc Fot. Michał Kędzierski Foto







