Przejdź do treści
Reklama
Reklama

Beskid Andrychów napocił się w Choczni. Nie ma nudy w Pucharze Polski

Sport, 19 sierpnia 2026 20:50

Nie ma nudy w Sutemi Wadowickim Pucharze Polski. Wczoraj o krok od sprawienia niespodzianki był Huragan Inwałd, który wysoko zawiesił poprzeczkę Orłowi Ryczów. Dziś Beskid Andrychów musiał solidnie się napocić, by sięgnąć po wygraną z Olimpią Chocznia.

Czwarta drużyna klasy okręgowej poprzedniego sezonu niewątpliwie nie była faworytem w konfrontacji z rywalem zza miedzy i to nawet biorąc pod uwagę fakt, że podopieczni Bartosza Praciaka występowali na własnym terenie. Tymczasem gospodarze nie zamierzali wywiesić białej flagi jeszcze przed pierwszym gwizdkiem i tak jak wczoraj Huragan Inwałd postawili się czołowemu czwartoligowcowi. W efekcie już w 2 min. Dawid Hałat musiał blokować strzał rywali, a po chwili Dawid Wolanin obronił strzał głową. W 10 min. bramkarz Beskidu jednak nie popisał się, a wręcz popełnił katastrofalny błąd. Nie opanował piłki będąc daleko poza polem karnym i tę przejął Kamil Koziołek, który po chwili wpakował ją do pustej bramki!

Drużna trenera Tomasza Moskały ruszyła odrabiać straty, ale niewiele z tego wynikało. Uderzenie Filipa Kasińskiego zostało zablokowane, strzał Dawida Nagiego był niecelny, a Dawid Sarnecki trafił w światło bramki, ale i prosto w ręce Mirosława Kołodziejczyka. Kolejna próba Sarneckiego zakończyła się na ciele ofiarnie interweniującego obrońcy. Za to po drugiej strony boiska w poważnych tarapatach znalazł się Wolanin, ale zdołał przenieść piłkę nad poprzeczkę.

W 34 min. Beskid dopiął swego. Po dośrodkowaniu Patryka Matyska Mateusz Daniel nie zdołał sięgnąć piłki i ta trafiła do Patryka Koima, który ponownie dorzucił ją na przedpole. Tym razem pozyskany latem zawodnik już złożył się do strzału i po uderzeniu głową piłka zatrzepotała w siatce.

W trzecim kwadransie pierwszej odsłony zobaczyliśmy jeszcze niecelne uderzenia Kasieńskiego (Beskid) oraz pudła Chrapkiewicza i Koziołka (Olimpia).

Druga połowa szybko przyniosła gola dla gości. Rostyslav Shkitun poklepał z Patrykiem Koimem, kończąc akcję pięknym strzałem z 16 metrów. Podwyższyć prowadzenie mógł Szymon Wróblewski, ale posłał piłkę obok słupka, jak i Adrian Surówka, ale w trudnej sytuacji także spudłował.

Krótko po 70 minucie meczu mieliśmy festiwal karnych. Pierwszego wykonywali gospodarze. Wolanin nie zdołał zatrzymać Przemysława Dudzica. Minutę później Beskid zdobył gola, ale wcześniej jeden z defensorów Olimpii dotknął piłki ręką. Arbiter nie wytrzymał ciśnienia i sięgnął po gwizdek zanim futbolówka wpadła do siatki. Tym samym gola nie mógł uznać. Rostyslav Shkitun zachował zimną krew i pewnie wymierzył sprawiedliwość strzałem z 11 metra.

W 86 min. dryblingiem popisał się Adrian Surówka, wykańczając rajd zdobyciem gola. Rezultat ustalił Daniel Budka, choć trzeba zauważyć, że po strzale Szymona Sarneckiego futbolówka zmierzała prosto do bramki.

W półfinale Sutemi Wadowickiego Pucharu Polski dojdzie zatem do szlagieru. Rywalem Beskidu będzie w nim Orzeł Ryczów.

Olimpia Chocznia – Beskid Andrychów 2:5 (1:1)

woc

Podziel się

Audycje / Posłuchaj więcej podcastów

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Przejdź do treści