W środę, po dogrywce, Beskid wyeliminował w półfinale wicemistrza IV ligi lubelskiej – Lewart Lubartów. W finale zmierzył się z wicemistrzem IV ligi świętokrzyskiej, który pokonał w półfinale Izolatora Boguchwała (wicemistrz IV ligi podkarpackiej). Od początku więcej z gry mieli gospodarze. Dośrodkowania Norberta Klimczyńskiego jednak nikt nie spożytkował, a po dograniu z rzutu rożnego przez Patryka Matyska Dawid Hałat uderzył zbyt lekko, aby zaskoczyć bramkarza rywali.
W 11 min. spotkania doszło do wielkiej kontrowersji i jednego z kluczowych momentów. Jakub Rybus pomylił futbol z hokejem i bezpardonowo zaatakował Artura Mizerę, nokautując go po części ciałem, ale też jak się wydaje łokciem. Prowadzący zawody Rafał Szydełko wycenił przewinienie na żółtą kartkę, choć zawodnik z Morawicy zupełnie nie był zainteresowany piłką. Rozsierdzeni piłkarze Beskidu i cały sztab głośno domagali się odesłania rywala do szatni.
Atak Beskidu trwał, lecz Filip Kasiński został zablokowany, drybling Patryka Matyska także nie przyniósł powodzenia, a strzał Dawida Nagiego z dystansu był bardzo niecelny, podobnie jak Patryka Koima. W 34. min. ponownie wynik spróbował otworzyć Nagi. Tym razem na posterunku był bramkarz, który nie tylko obronił uderzenie, ale i rozpoczął kontratak, po którym Tomasz Kaczmarczyk dopuścił się zdaniem arbitra faulu w polu karnym. Do jedenastki podszedł ten, którego mogło już na boisku nie być, czyli Jakub Rybus i strzałem po ziemi pokonał Dawida Wolanina.
Podopieczni Tomasza Moskały próbowali natychmiast odpowiedzieć. Nagi z rzutu wolnego trafił w mur, a Adrian Surówka zakończył rajd strzałem nad bramką. Na koniec pierwszej połowy wybornej okazji nie wykorzystał Nagi, posyłając futbolówką obok słupka.
W przerwie na placu gry pojawił się Bartłomiej Ostafin (zastąpił Kasińskiego) i od razu się pokazał. Najpierw jednak jeden z defensorów zablokował jego strzał, a drugie uderzenie było za lekkie. Napór nie ustawał, lecz goście się ofiarnie bronili blokując uderzenia Mizery i Koima, a jednocześnie coraz częściej „kradli czas”. Obok słupka uderzył Koim w 70 min., a chwilę później nie popisał się Surówka. Będąc mniej niż 10 metrów od bramki, przestrzelił, a to powinien być gol wyrównujący.
Kolejne próby Beskidu nie przyniosły zmiany wyniku i to Moravia w przyszłym sezonie wystąpi w III lidze, a Andrychowianie nadal reprezentować będą miasto w IV lidze i Pucharze Polski na szczeblu centralnym. Nikt im nie odbierze woli walki, determinacji i wywalczenia po raz drugi z rzędu Pucharu Polski na szczeblu wojewódzkim.
Beskid Andrychów – Moravia Morawica 0:1 (0:1)
woc






