W niedziele (10 listopad) bielska Straż Pożarna otrzymała wezwanie w rejon Szyndzielni. Okazało się, że wędrująca w tamtych okolicach rodzina, po wyjściu ze schroniska, zbliżając się do górnej stacji kolejki linowej zorientowała się, że nie ma z nimi ich… 3 letniego dziecka. Na jego poszukiwania wysłali jego 11 letniego brata, który także długo nie wracał. Tu należy dodać, że w międzyczasie trzylatek sam wrócił do swojej rodziny.
Ostatecznie starsze dziecko odnalazł przypadkowy turysta na czerwonym szlaku wiodącym z Szyndzielni w kierunku Dębowca. Niemniej jednak zadysponowane na miejsce jednostki OSP i PSP już prowadziły działania poszukiwawcze. Chłopiec został przekazany rodzinie, a sprawą i dalszymi wyjaśnieniami zajęła się policja.
Komentarze pod artykułami na ten temat (podchwyciły go ogólnopolskie media) są jak zawsze w podobnych sytuacjach rozgrzane do czerwoności. Wielu internautów jednoznacznie ocenia, że wina leży po stronie rodziców, którzy wykazali się w tej sytuacji nieodpowiedzialnością. Pojawiają się także głosy, że powinni oni pokryć koszty akcji poszukiwawczej.
My natomiast apelujemy o zabieranie w góry zdrowego rozsądku, sprawdzanie warunków i pamiętanie, że w okresie jesienno – zimowym zmrok zapada znacznie wcześniej niż latem. Także temperatura sprawia, że łatwo się wyziębić, zwłaszcza kiedy pojawiają się opady. Szczególnie narażone są w takich sytuacjach dzieci, które z racji swojego braku doświadczenia mogą sprawiać opiekunom kłopoty, dlatego wybierając się gdzieś całą rodziną, musimy mieć oczy dookoła głowy.
mm, Fot. Archiwum







